Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WŁOSY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WŁOSY. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 kwietnia 2013

LUSH, New - korzenny szampon w kostce

New to kolejny szampon w kostce, który używałam po Lushowej Karma Kombie. New ma za zadanie sprawić, aby włosy zdrowo lśniły, szybciej rosły i stymulować skalp, aby zapobiec wypadaniu włosów. Połysk włosom nadaje mięta i pokrzywa, a o skalp dbają olejki z rozmarynu i pokrzywy. Dodatkowo zawiera olejki z cynamonu i goździków. Brzmi jak bajka, prawda?
Bardzo lubię formę stałego szamponu. Kostka jest wygodna, szampon łatwo się nakłada i świetnie pieni. Jest wydajny. Używałam go od końca grudnia, przez miesiąc codziennie, później od czasu, do czasu i zostało mi jeszcze ok. 1/3 szamponu. New dobrze oczysza włosy i rzeczywiście pozytywnie wpływa na skalp. Nie ma mowy o jakimkolwiek łuszczeniu i tym podobnym, nieciekawym historiom. Jednak nie zauważyłam, aby włosy mniej wypadały lub szybciej rosły. Włosy po umyciu były ok. Czyste, nie obciążone, ale nie byłam nimi tak zachwycona, jak podczas używania Karma Komby. Raczej wolę szampony do włosów przetłuszczających się lub dodające objętości. Zapach New jest ostry, ziołowy i korzenny. Trochę cynamonowy, trochę goździkowy. Chociaż lubię takie zapachy np. serię rozgrzewającą Pat&Rub, to zapach szamponu nie przypadł mi do gustu. Wiem, że innym dziewczynom się podoba, więc pewnie są zadowolone, że zapach utrzymuje się na włosach przez pół dnia.
New jest szamponem, który dobrze oczyszcza włosy i nie podrażnia skóry głowy. Cieszę się, że go przetestowałam, ale raczej nie powtórzę zakupu. Teraz będę testować Jumping Juniper. Na razie moim numerem jeden pozostaje Karma Komba. Wiem, że New jest ulubionym szamponem dla wielu osób, dlatego nie chcę zniechęcać Was do zakupu :) New kosztuje tak, jak inne szampony w kostkach firmy Lush - 5,25 - ok. 25 zł. Szampony w kostkach Lush są dwa razy droższe, niż szamopony drogeryjne, ale za to dwa razy bardziej wydajne.

środa, 20 marca 2013

LUSH, Jungle - odżywka do włosów w kostce

Jednym z pierwszych produktów Lusha, które kupiłam był szampon Karma Komba w kostce. Byłam nim oczarowana. Zarówno samym szamponem, jak i jego nietypową formą. Zachęcona ciekawą formułą postanowiłam wypróbować inną ciekawostkę - Jungle, odżywkę do włosów w kostce, która ma za zadanie ujarzmić "dzikie" włosy. Stała forma nie wymaga plastikowego opakowania, co powoduje, że odżywka jest przyjazna środowisku. Jak większość kosmetyków Lush, jest odpowiednia dla Vegan, nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego. Dodatkowym plusem jest to, że Jungle jest najtańszą z oferowanych przez Lush odżywką.
Odżywkę zrobiono z masła kakaowego, awokado, świeżych bananów, fig i marakui. Połączenie tych składników daje dziwny, ziołowo-owocowy zapach. Na początku nie podobał mi się, z czasem nawet go polubiłam. Zapach utrzymuje się na włosach prawie cały dzień. Odżywka będzie działać, jeżeli potrzymamy ją chwilę 2 - 3 min. na włosach. Sprawia, że włosy są miękkie i łatwiej je rozczesać, ale... nie jest łatwo nałożyć odżywkę na włosy. Jest twarda i z trudem rozpuszcza się pod wpływem wody. Pocieranie nią bezpośrednio o włosy powoduje wyrywanie pojedynczych włosów. Najskuteczniejszym sposobem nałożenia jej na włosy jest oderwanie kawałka i roztarcie go w ręku, aby powstała pasta. Oj, nie jest to łatwe! 
Odżywki raczej nie kupię ponownie. Chociaż działa, to jest dla mnie zbyt kłopotliwa w użyciu i nie uwiodła mnie zapachem. W tej cenie (2,95£ ok. 15 zł) jest więcej odżywek, które działają, pachną i  nie są pracochłonne przy nakładaniu na włosy. Na osłodę dodam, że odżywka świetnie sprawdza się w podróży. Ostatnio wyjeżdżałam, szampon i odżywkę przewoziłam w małej lushowej puszce. Stała forma odżywki ułatwia też jej przewiezienie w bagażu podręcznym. Została mi jeszcze połowa odżywki, zostawię ją na okoliczność wyjazdu :)

niedziela, 17 lutego 2013

ALVERDE, Szampon i Odżywka z Amarantusem

Szampon i odżywka Alverde z serii z amarantusem, to moje pierwsze i już ulubione kosmetyki tej firmy do włosów. Seria z amarantusem ma za zadanie silnie regenerować włosy. Nawilżać, wygładzać i dodawać blasku. Czyli wszystko czego potrzebują włosy, aby wyglądać ładnie i zdrowo. Czy znalazłam te rzeczy w fioletowych butelka? Zdecydowanie tak :)


Szampon ma rzadką konsystencję i bardzo delikatnie pieni się na włosach. Pomimo, że jest bardzo delikatny dla włosów, to doskonale je oczyszcza. Dużym plusem jest brak SLS i SLES, silikonów, konserwantów, emulgatorów i tym podobnego świństwa. Z resztą, tak samo jak w odżywce, która jest jedną z lepszych, które do tej pory używałam. Konsystencja odżywki jest bardzo gęsta, choć nie utrudnia to aplikacji. W niecałą minutę odżywka sprawia, że włosy są gładkie, sypiące i mniej się plączą. Zapach produktów, nie wiem czemu, kojarzy mi się z kremem do opalania :)


Ubolewam nad tym, że właśnie się skończyły i muszę czekać, aż jakaś dobra dusza uda się na zakupy do DM'u. Właśnie, dostępność to minus produktów Alverde. Co prawda, bez problemu dostaniemy je na Allegro, gdzie kosztują mniej-więcej 20 zł od sztuki. To dużo biorąc pod uwagę, że w Niemczech za szampon zapłacimy 1,95€, a za odżywkę 2,25€.  

Używałyście innych produktów do włosów Alverde? Przy najbliższej okazji na pewno zamówię tę serię, ale chciałabym spróbować też innych produktów.   

piątek, 1 lutego 2013

Schwarzkopf, Color Mask - spotkanie prasowe

Pod koniec stycznia zostałam zaproszona przez markę Schwarzkopf na spotkanie prasowe. Spotkanie miało na celu prezentację nowego produktu na rynku, farby Color Mask. Spotkanie odbyło się w warszawskim concept store Loveconcept. Po prezentacji produktu, można było go osobiście przetestować pod okiem stylistów. 


Color Mask to luksusowa farba przeznaczona do domowej koloryzacji. Farba zapewnia intensywny, trwały kolor oraz pokrywa siwe włosy. W ofercie znajduje się 18 odcieni. Poza ładną gamą kolorystyczną, jej największą zaletą jest intensywna pielęgnacja podczas farbowania. Wykorzystano proces koloryzacji do wprowadzenia składników pielęgnacyjnych wewnątrz włosa. Bardzo podoba mi się ten pomysł, bo moje włosy ciężko jest rozczesać po farbowaniu. Farbę nakłada się bardzo łatwo, tak jak maskę, palcami. Mi najbardziej podobały się kolory nr 400 ciemny brąz, 600 jasny brąz i najpiękniejszy 700 ciemny blond.


Widziałam dziewczyny po farbowaniu, kolory rzeczywiście były ładne i intensywne. Miałam nawet okazję "pomacać" włosy jednej z koleżanek blogerek, były mięciutkie jak po zabiegu pielęgnacyjnym.

Bardzo podobało mi się na spotkaniu. Poza tym, że poznałam nowy produkt, prezentacja była ciekawa, a bezy przepyszne, to poznałam kilka przemiłych osób :) 


Najzabawniejsze było to, że moja mama nie wiedząc, że byłam na takim spotkaniu, w tym samym czasie była w drogerii i chciała kupić Color Mask :) Dostałam w prezencie dwie dowolnie wybrane farby. Wbrałam kolor 1000 jasny naturalny blond dla mamy. Bardzo się ucieszyła, bo chciała kupić właśnie ten kolor.


Słyszałyście o Color Mask? Wolicie koloryzować włosy w domu czy u fryzjera?

środa, 16 stycznia 2013

YVES ROCHER vs. MARION, test płukanek do włosów

Jakiś czas temu pisałam o octowej płukance malinowej z Yves Rocher. Ponieważ bardzo mi się spodobała, postanowiłam przetestować tańszy odpowiednik z Marion. Która bardziej mi się spodobała? Która jest lepsza? Zainteresowanych zapraszam do lektury :)


Działanie: Obie płukanki spełniają swoje zadanie. Pozbywają się resztek szamponu i odżywki i zamykają łuski włosa. Dzięki płukankom włosy są gładkie, błyszczące i mniej się plączą. Pod względem działania, a jest to najważniejsza kategoria, wygrywają obie płukanki.

Zapach: Płukanka z Yves Rocher pachnie przepięknie. Jak świeże, kwaśne maliny. Jak malinowa mamba. W tej kategorii płukanka może pełnić funkcję aromaterapeutyczną. Płukanka z Marion pozostaje ze swoim zapachem daleko w tyle za YR. Pachnie chemicznie-owocowo. Bardziej przypomina mi płyn do mycia naczyń, niż kosmetyk do włosów.

Opakowanie: Wystarczy spojrzeć. Oczywiście, że Yves Rocher ma ładniejsze eleganckie, przyjemne dla oka opakowanie. Otwór butelki jest mały, co ułatwia dozowanie i zapobiega wylaniu zbyt dużej ilości produktu. Marion ma zwykłe opakowanie i trochę za duży otwór.


Skład: Płukanka z Yves Rocher składa się głównie z wody, octu winnego i malinowego aromatu. Płukanka z Marion, jak twierdzi producent octowa, ocet ma na 9 miejscu w składzie :/ Zawiera również silikony. Producent zapewnia, że płukanka nie zawiera SLS i SLES w składzie. Ok. Ale co z tego? Po co komu byłyby środki spieniające w płukance? Pod względem składu wygrywa płukanka z Yves Rocher.

Cena: W tej kategorii zdecydowanie wygrywa Marion. Kosztuje ok. 8 pln. To niewiele w porównaniu do płukanki z Yves Rocher, która kosztuje 25 pln. Jednak obecnie płukanka z YR jest na promocji i kosztuje niecałe 15 pln.

Podsumowując, płukanka z Yves Rocher działa, pięknie pachnie, ma ładne opakowanie i lepszy skład. Płukanka z Marion działa i jest zdecydowanie tańsza.

Kto wygrywa? 


Moim zwycięzcą jest płukanka z Yves Rocher. Nie mówię, że płukanka z Marion jest zła. Też działa, ale pod wieloma względami mniej mi się podoba niż malinka z Yves Rocher. Ostatnio z okazji promocji uzupełniłam zapasy :)

Używacie płukanek do włosów, czy uważacie, że to zbędny gadżet?

niedziela, 6 stycznia 2013

ALVERDE, Maseczka do włosów zniszczonych i łamliwych z awokado i winogronami

Marka Alverde z niemieckiej drogerii DM jest znana z niezłych produktów do włosów. Miałam przyjemność przetestować kilka produktów tej marki. Między innymi, maseczkę do włosów zniszczonych i łamliwych z awokado i winogronami. Teraz mam okazję potwierdzić skuteczność kosmetyków do włosów Alverde. Marka rośnie w moich oczach po ostatniej wpadce z masłem do ciała.


Maseczka spełnia swoje zadanie. Świetnie nawilża włosy, ułatwia rozczesywanie i sprawia, że mniej się plączą. Używam jej codziennie jako odżywki i nie obciąża włosów. Co prawda, producent zaleca trzymanie jej 3 minuty, a ja ją trzymam ok. 1 minutę. Trzymana według zaleceń producenta jeszcze lepiej wygładza i nawilża włosy. Maseczka pachnie delikatnie winogronami. Pod względem działania i zapachu przypomina mi maseczkę z Alterry.


Kosmetyki Alverde są sygnowane jako kosmetyki naturalne. Maseczka nie zawiera silikonów, które oblepiają i obciążają włosy. Dodatkowym plusem maseczki jest cena. 2,95 € sztuka czyli ok. 12 PLN. Natomiast minusem jest dostępność. Maseczkę znajdziemy najbliżej w Niemczech lub na Allegro :)

Znacie kosmetyki Alverde? Polecacie ich produkty?

wtorek, 18 grudnia 2012

BATISTE, Suchy Szampon - Lace & XXL

Nigdy nie uważałam, że potrzebny mi jest suchy szampon. Lubię mieć świeże włosy, dlatego myję je codziennie rano. Mimo tego, kiedy nadarzyła się okazja, postanowiłam zamówić na próbę suchy szampon angielskiej firmy Batiste. Marka specjalizuje się w tego typu produktach. Wybór jest ogromny. Od standardowych o przeróżnych zapachach po wersje dla blondynek, brunetek itd. Ja wybrałam dwa rodzaje. Standardową o zapachu Lace oraz "mocniejszą" XXL Volume.

  
W ciągu ostatnich trzech miesięcy zdarzyło mi się kilkakrotnie przetestować oba szampony Batiste. Nie raz, nie dwa uratowały mnie przed spóźnieniem się do pracy. Rzadko, ale jednak zdarza mi się do niej zaspać i  wtedy suchy szampon okazuję się być niezastąpiony. Suchy szampon jest bardzo łatwy w użyciu. Trzeba nim porządnie wstrząsnąć, spryskać włosy u nasady i wmasować go delikatnie. Dla zwiększenia efektu, robię to z pochyloną głową. Dodatkowo jeszcze czeszę się, co również zaleca producent ;) Szampon zarówno jeden, jaki i drugi nie pozostawia białych plam na moich jasno-brązowych włosach. Nie muszę go wyczesywać, wystarcza samo wmasowanie. Oba działają spokojnie do wieczora :)


Pomimo wielu podobieństw, szampony różnią się w działaniu. Lace jest zdecydowanie delikatniejszy i ładniej pachnie. XXL sprawia, że włosy są sztywne i szorstkie w dotyku i tworzy prawdziwe Big Hair na głowie. Działa w 100%. Moje włosy są po nim bardziej puszyste, niż po normalnym myciu. Jednak wolę delikatniejszy Lace, po którym włosy są odświeżone i gładkie.

Nie mam porównania do innych marek, ale te spełniają swoją rolę. Używacie suchych szamponów? Może polecacie inne marki? 

niedziela, 2 grudnia 2012

LUSH, Karma Komba - dobra karma dla włosów

W zeszłym miesiącu zamówiłam kilka produktów z Niemiec. Wśród nich znalazł się szampon firmy Lush. Zainteresowała mnie jego ciekawa forma. Wcześniej nie widziałam szamponu w ...kostce. Nie byłam pewna jak się za nią zabrać i czy to w ogóle umyje mi włosy. Jednak udało się i moja niepewność zamieniła się w sympatię.


Moje pierwsze wrażenie: wygląda i pachnie dziwnie. Zapach z początku mnie irytował szczególnie, że długo utrzymuje się na włosach. Umyte włosy rano pachną do wieczora. Zapach Karmy, to połączenie trawy cytrynowej, lawendy i paczuli. Mi trochę przypomina India-shop. Po kilku myciach zapach przestał mi się kojarzyć z kadzidełkiem i bardzo się polubiliśmy :)


Kolejnym zaskoczeniem było to, że szampon niesamowicie się pieni. Wiem, że to zasługa SLS pierwszego w składzie, ale umówmy się - bez tego w ogóle by nie umył włosów! Kostka świetnie oczyszcza włosy, uzyskujemy efekt squeaky-clean hair. Podobno ma zapobiegać plątaniu włosów, ale moim zdaniem/na moje włosy, bez odżywki się nie obejdzie. Karma Komba nie obciąża włosów i lekko odbija je od nasady. Delikatnie nadaje objętość bez plątania włosów.


Używałam go miesiąc, zużyłam ok. połowy. Wbrew pozorom jest wygodny w użyciu. Szampon trzeba suszyć w pozycji pionowej, aby nie przykleił się do pudełka. Ja zamówiłam dedykowaną, lushową puszeczkę. Myślę, że tak samo sprawdzi się mała miseczka lub kokilka. Puszka jest wygodna do transportu kostki.

A tak wyglądała moja karma po miesiącu...


Szampon kupię ponownie, ale najpierw chciałabym przetestować inne wersje kostki - New i Seanik. Mój szampon kupiony w DE kosztował ok. 40 PLN. Jeżeli kupimy go w UK będzie kosztował trochę taniej ok. 27 PLN. 

czwartek, 15 listopada 2012

ALTERRA, moja skromna kolekcja

Alterra jest marką należącą do Rossmana. Z produktami marki zapoznałam się niedawno, pod koniec września. Kosmetyki Alterry, są z nurtu kosmetyków naturalnych. Ich głównymi zaletami są składy i cena. Moja kolekcja jest na razie skromna, może za jakiś czas się powiekszy ;) W skład mojej kolekcji wchodzi:

Haarkur, Granatapfel & Aloe Vera - maseczka do włosów suchych i zniszczonych
Korperpeeling, Cranberry & Feige - peeling do ciała
Massageol, Mandel & Papaya - kojący i relaksujący olejek do ciała


Alterra, maseczka do włosów z granatem i aloesem

Bardzo zaskoczyła mnie jakość tego kosmetyku. Choć jest to maseczka, używam jej codziennie, jako odżywki. Trzymam ją na włosach krótko, tak jak odżywkę. Nie obciąża włosów, nawilża je i sprawia, że świetnie się rozczesują. Pachnie przyjemnie, ale nie powalająco. Nie zawiera konserwantów, silikonów, syntetycznych barwników i substancji pochodzenia zwierzęcego. Używam jej prawie codziennie od dwóch miesięcy i zaczyna się kończyć. Niepokoi mnie fakt, że w najbliższym Rossmanie nie ma jej od dwóch tygodni! Mam nadzieję, że to tymczasowe problemy z dostawą. Lubię drogie kosmetyki, ale aż szkoda wydawać kasę, gdy tak dobry produkt, kosztuje tak niewiele. Za 150 ml opakowanie zapłacimy ok. 10 PLN.



Alterra, olejek do ciała z migdałami i papają

Kolejny produkt Alterry, który pozytywnie mnie zaskoczył i nie ma go na półkach w Rossmanie od miesiąca. Podobno firma zmienia opakowanie i niedługo wszystkie olejki powrócą do stałej sprzedaży. Po zmianie opakowania i dodaniu pompki nie będę miała się do czego przyczepić, bo jego jedynym minusem jest niewygodna aplikacja, prosto ze szklanej butelki. Jeszcze nie udało mi się go wylać, ale pierwsze co pomyślałam, że to zrobię. Jest to mój pierwszy olejek do ciała, bardzo spodobała mi się ta formuła. Używam go po wieczornej kąpieli, rano nakładam balsam. Olejek nie brudzi i nie pozostawia tłustych plam. Delikatnie nawilża i natłuszcza skórę. Zestaw olejków, między innymi migdałowy, sezamowy i jojoba odżywiają skórę. Pachnie przyjemnie, owocowo, ale nie jest to "szałowy" zapach. Używam go często od dwóch miesięcy, pozostało go ok. 1/4. Smaruję nim całe ciało. 100 ml buteleczka kosztuje ok. 15 PLN. 


Alterra, peeling do ciała z żurawiną i figą

Alterrowy peeling nie zachwycił mnie tak jak maseczka i olejek. Jest to żel pod prysznic peelingujący, a nie treściwy peeling. W czerwonym kisielku są zatopione pestki żurawiny i troszkę drobinek ścierajacych. Nie zawiera syntetycznych barwników i substancji zapachowych, konserwantów, silikonów, parafiny i innych związków olejów mineralnych. Nasiona żurawiny pochodzą z kontrolowanych biologicznie upraw. Na drugim miejscu w składzie znajduje się alkohol, który niestety można wyczuć. Peeling pachnie słodko, owocowo, z resztą podobnie do pozostałych produktów. Nie pamiętam ile kosztował, na pewno nie więcej niż 7 - 10 PLN. Opakowanie ma pojemność 200 ml. Raczej zakupu nie powtórzę, bo nie jestem fanką żeli peelingujących.


Marka Alterra wypada całkiem nieźle. Ich kosmetyki są naturalne i skuteczne. Mam wrażenie, że wszystkie podobnie pachną. Nie zrujnują portfela, bo są niedrogie. Większość produktów kosztuje w granicach 10 PLN. Za tą cenę warto je przetestować. Kosmetyki są dostępne w Rossmanie.

To mój początek przygody z Alterrą. Które kosmetyki Alterry polecacie?

niedziela, 21 października 2012

Lush & Alverde, zamówienie z Niemiec

Dzięki mojej mamie i jej wizycie w Berlinie, właśnie zostałam posiadaczką kosmetyków, które od dawna chciałam wypróbować. Pokusiłam się o małe zamówienie, aby mama nie miała za dużego nadbagażu ;)


W Lush'u byłam nie raz i nie wiedzieć dlaczego nigdy tam nic nie kupiłam! Teraz, kiedy wiedziałam co chcę, oczywiście nie miałam okazji do wyjazdu. Produkty z Lush'a w większości zawierają dużo naturalnych składników. Na dobry początek kupiłam:

Buche de Noel - świąteczny czyścik do twarzy
Karma Komba - szampon w kostce
Opakowanie na szampon


 Po przeczytaniu "achów i ochów" na temat naturalnej marki Alverde z drogerii DM, zamówiłam kilka produktów. Najbardziej jestem ciekawa ich produktów do włosów. Kosmetyki Alverde są chwalone za naturalne składniki i brak silikonów, slsów itp. Do tego, większość z nich nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego, co gwarantuje znaczek Vegan.


Szampon z amarantusem, głęboko odbudowujący
Odżywka z tej samej serii
Maseczka z awokado, do włosów zniszczonych


Masło do ciała z orzechów macadamii i masła karite
Kremowy olejek do mycia ciała z amarantusem


Oczywiście w zamówieniu znalazło się też coś do ciała. Najbardziej do smarowania lubię masełka do ciała, jestem ciekawa konsystencji tych z Alverde.

W zamówieniu znalazły sie też dwa limitowane żele do mycia ciała z Balea, również marki DM. Pachną makaronikami równie smakowicie, jak wyglądają ;) Jeden ma zapach migdałów i wiśni, a drugi fig i czekolady.

Jestem bardzo ciekawa jak kosmetyki sprawdzą się u mnie. Obiecuję opisać wszystkie po wypróbowaniu ;)

piątek, 19 października 2012

Aussie, 3 Minute Miracle Reconstructor

Marka Aussie należy do koncernu Protect & Gamble (m.in.: Wella, Max Factor, Pantene). Marka została wykupiona przez koncern ok. 2003 r. Produkt reklamowany jako australijski, z kangurem w logo, jest niedostępny na rynku w Australii! :o Jest on przeznaczony na rynki amerykański i angielski. "Głównym" składnikiem produktu jest ekstrakt z Australian Balm Mint, nie znalazłam polskiej nazwy. Składnik ma zapewnić odbudowę, wygładzenie i nabłyszczenie włosów.


Odżywkę Aussie, 3 Minute Miracle Reconstructor, nabyłam dzięki Mamie i jej podróży do UK. Czytałam wcześniej o tym produkcie dużo pozytywnych rzeczy. Jest to produkt typowo drogeryjny, w Bootsie kosztował niecałe 5£ za tubę o pojemności 250 ml. 


Produkt nakładam na 1/3 do połowy włosów. Zmywam po ok. 1 - 3 minutach, w zależności od humoru i posiadanego czasu ;) Wygładza i nabłyszcza włosy, spełnia obietnicę producenta. Myślę, że nie jest do codziennego użytku, bo mógłby obciążyć włosy. Lepiej używać go jako maskę. Ciekawy jest sposób aplikacji produktu, od dołu opakowania, przez silikonową membranę.

Po wyciśnięciu produktu na rękę otrzymujemy bladoróżową odżywkę/maskę o kremowo-żelowej konsystencji. Produkt pachnie tak samo, jak wygląda - przyjemnie i słodko. Zapach porównałabym do zapachu gumy balonowej. Zapach utrzymuje się na włosach, co bardzo lubię.


Produkt jest dobry, ale nie jest to kosmetyczny must-have. Działać, działa, ale cudów nie czyni ;) Warto kupić przy okazji i przetestować. Dużym minusem jest dostępność. Można go kupić w UK, USA i na allegro. 

niedziela, 7 października 2012

Yves Rocher, Płukanka octowa z malin.

Płukankę octową dostałam od Agnieszki. To czym mnie uwiodła, to zapach, zapach i jeszcze raz zapach! Zgrabna buteleczka ma pojemność 150 ml. Producent zapewnia, że płukanka ma właściwości wygładzające, oczyszczające, nabłyszczające i zmiękczające. Głównym składnikiem płukanki jest certyfikowany ocet winny z malin.


Używam jej od trzech tygodni i zużyłam prawie 1/3 buteleczki. Płukankę nakładam bezpośrednio na włosy po odżywce. Nakładam ją od połowy długości włosów, a mają długość za łopatki.  Po chwili spłukuję ją, tak jak zaleca producent, chłodną wodą.


Płukanka rzeczywiście zmiękcza i wygładza włosy. Można by w tym celu używać zwykłego octu i spłukiwać go zimną wodą w celu zamknięcia łusek włosa, ale jest to wersja hard dla osób, którym nie przeszkadza zapach octu. Ja wolę moje aromaterapeutyczne malinki z Yves Rocher. 


Co prawda, jest to bardziej kosmetyczny gadżet niż must-have, ale ja na pewno kupię go ponownie i polecam go wszystkim zapachomaniaczką ;) Płukanka pachnie tak jak maliny, bardzo słodko, trochę kwaskowato. Porównałabym go do zapachu malinowej mamby. Zapach pozostaje na włosach do momentu ich całkowitego wyschnięcia. 

Nie wiem ile kosztuje kosmetyk, gdyż był to prezent ;) W sklepie Yves Rocher jest to produkt z zielonym punktem, czyli nie obowiązują na niego przysyłane przez firmę zniżki. Łowcom promocji polecam polowanie na płukankę w sklepie internetowym producenta.