Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LUSH. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LUSH. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Lody bakaliowe w formie mydła? LUSH, Sultana of Soap

Świeże lody bakaliowe, biała czekolada, orzechy, rodzynki bakalie. Czy dzisiaj będzie jakiś przepis na pyszny deser? Nie, dzisiaj będzie mój nowy ulubieniec do mycia - Sultana of Soap od Lush. Nie dość, że apetycznie pachnie, to jeszcze apetycznie wygląda. Nie mogę się zdecydować, czy wolę Sultanę czy jednak Honey, I washed the kids, nad którym ostatnio rozpływałam się w zachwytach.

Sultana of Soap, jest najbardziej kremowym mydłem, ze wszystkich mydeł firmy Lush. Jest nawet bardziej kremowa, niż mój zimowy hit Snowcake. Nie wysusza mojej skóry, tak jak tradycyjne mydła i żele pod prysznic z supermarketu/drogerii. Aby nie było za słodko, dodam, że podczas używania odpadają z mydła suszone kawałki bakalii. Mi to nie przeszkadzało. Ponieważ mydło jest bardzo kremowe, mam wrażenie, że przez to szybciej się zużywa - szybciej rozpuszcza przy kontakcie z wodą i ciałem. 100 g kostka Sultana of Soap kosztowała 3,35£.

Lubicie naturalne mydełka? Polecacie jakieś inne firmy?   

piątek, 3 maja 2013

Lotion do ciała z ziarnami wanilii - LUSH, Sympathy of the Skin

Uwielbiam wszelkie smarowidła do ciała, szczególnie w postaci maseł, dlatego nie mogłam odmówić sobie przetestowania specyfiku z mojej ulubionej firmy Lush. Co prawda, Sympathy of the Skin to nie masło, tylko lotion, ma bardzo rzadką konsystencję. Przed zakupem, w jego opisie najbardziej zaciekawiły mnie w małe ziarenka wanilii, lubię takie udziwnienia ;)
Sympathy of the Skin składa się z wanilii, olejku migdałowego, masła kakaowego i bananów organicznych. Lotion jest dosyć dziwnym specyfikiem. Po pierwsze ma dziwny zapach. Zapach jest bardzo naturalny i niesłodki. Mój ukochany porównał go do zapachu farb plakatowych i surowego ciasta drożdżowego. Po drugie miałam wrażenie, że lotion zmieniał konsystencję! Na początku był bardziej gęsty, a pod koniec opakowania smarowałam się prawie...wodą. Nie popsuł się w międzyczasie, poznałabym po zapachy, albo wysypce na skórze - na szczęście nic takiego się nie wydarzyło.
Wracając do samego działania kosmetyku, balsam szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy i nawilża na cały dzień. Niestety nie poradził sobie z najbardziej suchymi miejscami (u mnie są to łokcie i łydki). Wspomniane kawałki wanilii nie przeszkadzają podczas aplikacji. Nie wiem co się z nimi dzieje, bo nie pozostają widoczne na skórze. Może odpadają? Nie wiem...
Podsumowując, Sympathy of the Skin jest ...sympatyczny, ale nie jest ideałem. Spodoba się fankom naturalnych zapachów i kosmetyków, z nie przesuszoną skórą. Opakowanie 240 ml wystarczyło mi na niecały miesiąc używania raz dziennie. Klasyczne masła są dla mnie wydajniejsze, może to przez tę konsystencję nakładałam go za dużo. Lotion kosztuje 10,75£, sporo ponad 50 zł. Raczej go więcej nie kupię, może Karma albo Dream Cream będą lepsze. Gdyby nie zmieniał konsystencji i odrobinę mocniej nawilżał, mógłby zostać moim ulubieńcem.

wtorek, 30 kwietnia 2013

Kąpiel na końcu tęczy - LUSH, Dorothy

Postanowiłam dzisiaj miło rozpocząć długi weekend i uczcić go aromatyczną kąpielą z Dorothy. Sympatyczna Dorotka, zwana również "Somewhere over the rainbow" to Bubble Bar firmy Lush. Bubble Bar to bąbelki do kąpieli w kostce. Rozkruszamy taką kostkę pod strumieniem wody, a wanna wypełnia się puszystą pianą i pięknym zapachem.
Zapach Dorotki "na sucho" nie zauroczył mnie. Jest mocno kwiatowy, trochę vintage. Moja koleżanka porównała go do szarego mydła. Zapach w kąpieli jest zdecydowanie przyjemniejszy, delikatny, kwiatowy. Po kąpieli zapach pozostaje na skórze. Dorothy spodoba się fankom mydła Figs & Leaves, pachnie tak samo. Kostka barwi wodę na intensywny, niebieski kolor. Już połowa kostki wystarczy, aby zabarwić wodę, stworzyć dużo puszystej, pachnącej piany.
Dorothy była OK. Kostka zrobiła górę piany, zapach był przyjemny, ale nie zrobiła ze skórą nic wyjątkowego. Bardziej podobała mi się kąpiel z Creamy Candy, która zawiera kawałki masła kakaowego i olejek migdałowy. Kostka Dorothy kosztuje 2,99£, wolę kupić trochę tańszą Creamy Candy.

środa, 24 kwietnia 2013

LUSH, New - korzenny szampon w kostce

New to kolejny szampon w kostce, który używałam po Lushowej Karma Kombie. New ma za zadanie sprawić, aby włosy zdrowo lśniły, szybciej rosły i stymulować skalp, aby zapobiec wypadaniu włosów. Połysk włosom nadaje mięta i pokrzywa, a o skalp dbają olejki z rozmarynu i pokrzywy. Dodatkowo zawiera olejki z cynamonu i goździków. Brzmi jak bajka, prawda?
Bardzo lubię formę stałego szamponu. Kostka jest wygodna, szampon łatwo się nakłada i świetnie pieni. Jest wydajny. Używałam go od końca grudnia, przez miesiąc codziennie, później od czasu, do czasu i zostało mi jeszcze ok. 1/3 szamponu. New dobrze oczysza włosy i rzeczywiście pozytywnie wpływa na skalp. Nie ma mowy o jakimkolwiek łuszczeniu i tym podobnym, nieciekawym historiom. Jednak nie zauważyłam, aby włosy mniej wypadały lub szybciej rosły. Włosy po umyciu były ok. Czyste, nie obciążone, ale nie byłam nimi tak zachwycona, jak podczas używania Karma Komby. Raczej wolę szampony do włosów przetłuszczających się lub dodające objętości. Zapach New jest ostry, ziołowy i korzenny. Trochę cynamonowy, trochę goździkowy. Chociaż lubię takie zapachy np. serię rozgrzewającą Pat&Rub, to zapach szamponu nie przypadł mi do gustu. Wiem, że innym dziewczynom się podoba, więc pewnie są zadowolone, że zapach utrzymuje się na włosach przez pół dnia.
New jest szamponem, który dobrze oczyszcza włosy i nie podrażnia skóry głowy. Cieszę się, że go przetestowałam, ale raczej nie powtórzę zakupu. Teraz będę testować Jumping Juniper. Na razie moim numerem jeden pozostaje Karma Komba. Wiem, że New jest ulubionym szamponem dla wielu osób, dlatego nie chcę zniechęcać Was do zakupu :) New kosztuje tak, jak inne szampony w kostkach firmy Lush - 5,25 - ok. 25 zł. Szampony w kostkach Lush są dwa razy droższe, niż szamopony drogeryjne, ale za to dwa razy bardziej wydajne.

środa, 3 kwietnia 2013

LUSH, Creamy Candy Bubble Bar - bąbelki do kąpieli w kostce

O kulach do kąpieli słyszałam, ale o bąbelkach w kostce? No tak, skoro Lush robi szampony, balsamy i odżywki w kostce, to czemu miałby nie zrobić płynu do kąpieli w formie stałej? Zaciekawiła mnie nietypowa forma, więc postanowiłam wypróbować bubble bar. Wybrałam Creamy Candy, ponieważ jest to jedna z najpopularniejszych i najtańszych kostek do kąpieli Lush. 100 g kostka kosztuje 2,5£.
Kiedy bubble bar Creamy Candy w końcu do mnie trafił, zaskoczył mnie swoją miękkością. Myślałam, że będzie twardy jak kula do kąpieli. Łatwo oderwać kawałek i rozkruszyć. Za pierwszym razem niespecjalnie spodobał mi się zapach. Słodki, różowy, trochę jak guma balonowa, trochę jak cukierki pudrowe. Pachnie identycznie jak mydło Rock Star. Po pierwszej kąpieli jednak polubiłam cukierkowy zapach. Z jednej kostki zrobiłam trzy kąpiele. Lush zaleca wrzucenie jednej kostki do jednej kąpieli. Dla mnie optymalna porcja dla doznań bąbelkowo-zapchowych, to pół kostki (moja wanna jest dosyć mała). Mały kawałek kostki wyczarował gęstą, pachnącą pianę.
Jak używać tego cudaka? Odkręcamy wodę i rozkruszamy kostkę pod strumieniem wody. Czekamy, aż wanna napełni się i wskakujemy do środka. Creamy Candy zawiera kawałki masła kakaowego i olejku migdałowego, które po rozpuszczeniu pielęgnują skórę. Nie czułam, aby cała łazienka wypełniła się zapachem, ale w międzyczasie, mój chłopak wszedł do łazienki i stwierdził "ale tu pachnie tymi twoimi lushami". Podobno pachnie :) Polubiłam Creamy Candy i kupię go ponownie. Chciałbym sprawdzić, czy efekt będzie jeszcze lepszy po wrzuceniu całej kostki.

Lubicie kąpiele z bąbelkami?

sobota, 30 marca 2013

I ♥ Lush!

Może i jest zimno, może i pada śnieg, ale... moje Święta na pewno będą pięknie pachnieć! :D Tego samego życzę Wam!  

U mnie na Święta goszczą (od lewej) The Comforter, Eau Roma Water, Porridge, Sweetie Pie, The Enchanter.

Tymczasem, zabieram się za mazurki, a wieczorem będę testować Lushowe nowości. Po całym dniu sprzątania/pieczenia chętnie zanurzę się w pachnącej kąpieli :)

środa, 20 marca 2013

LUSH, Jungle - odżywka do włosów w kostce

Jednym z pierwszych produktów Lusha, które kupiłam był szampon Karma Komba w kostce. Byłam nim oczarowana. Zarówno samym szamponem, jak i jego nietypową formą. Zachęcona ciekawą formułą postanowiłam wypróbować inną ciekawostkę - Jungle, odżywkę do włosów w kostce, która ma za zadanie ujarzmić "dzikie" włosy. Stała forma nie wymaga plastikowego opakowania, co powoduje, że odżywka jest przyjazna środowisku. Jak większość kosmetyków Lush, jest odpowiednia dla Vegan, nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego. Dodatkowym plusem jest to, że Jungle jest najtańszą z oferowanych przez Lush odżywką.
Odżywkę zrobiono z masła kakaowego, awokado, świeżych bananów, fig i marakui. Połączenie tych składników daje dziwny, ziołowo-owocowy zapach. Na początku nie podobał mi się, z czasem nawet go polubiłam. Zapach utrzymuje się na włosach prawie cały dzień. Odżywka będzie działać, jeżeli potrzymamy ją chwilę 2 - 3 min. na włosach. Sprawia, że włosy są miękkie i łatwiej je rozczesać, ale... nie jest łatwo nałożyć odżywkę na włosy. Jest twarda i z trudem rozpuszcza się pod wpływem wody. Pocieranie nią bezpośrednio o włosy powoduje wyrywanie pojedynczych włosów. Najskuteczniejszym sposobem nałożenia jej na włosy jest oderwanie kawałka i roztarcie go w ręku, aby powstała pasta. Oj, nie jest to łatwe! 
Odżywki raczej nie kupię ponownie. Chociaż działa, to jest dla mnie zbyt kłopotliwa w użyciu i nie uwiodła mnie zapachem. W tej cenie (2,95£ ok. 15 zł) jest więcej odżywek, które działają, pachną i  nie są pracochłonne przy nakładaniu na włosy. Na osłodę dodam, że odżywka świetnie sprawdza się w podróży. Ostatnio wyjeżdżałam, szampon i odżywkę przewoziłam w małej lushowej puszce. Stała forma odżywki ułatwia też jej przewiezienie w bagażu podręcznym. Została mi jeszcze połowa odżywki, zostawię ją na okoliczność wyjazdu :)

czwartek, 21 lutego 2013

LUSH, Honey I Washed The Kids Soap Bar

Honey I Washed The Kids, to moje kolejne mydło w kostce firmy Lush po Snowcake. Na początku zaznaczę, że nie lubię mydeł w kostce. Wyjątkiem są mydła Lushowe, które szybko zdążyłam pokochać. Honey I Washed The Kids urzekło mnie wyglądem i zapachem. Beżowa, kremowa kostka przykryta plasterkiem miodu. Pachnąca jak toffi, miód i pomarańcze. To połączenie zapachowe tak mi się podoba, że wręcz marzę o balsamie lub perfumach o tym zapachu.
Zapach to jedno, drugie to działanie. Mydło prawie w ogóle się nie pieni, jest bardzo kremowe i pokrywa ciało aksamitnym musem. Jest delikatne dla skóry i nie wysusza jej. Świetnie sprawdza się jako mydło do rąk. Po umyciu nie trzeba szybko biec po krem, a dłonie pachną przepięknie przez dłuższą chwilę. Tak lubię Honey I Washed The Kids, że wolę myć się nim cała. 
https://www.lush.co.uk/
Za 100 g kawałek zapłaciłam 3,40£, ok. 17 PLN. Nie jest to mało, jak na mydło, ale były to dobrze zainwestowane pieniądze :) 100 g kostkę podzieliłam na trzy części. Całość wystarczyła mi na 3 tygodnie. 

Zostałam fanką Honey I Washed The Kids i polecam je wszystkim. Kupię je ponownie, ale najpierw chciałabym sprawdzić Sultana of Soap i Sexy Peel. Używałyście godnych polecenia mydeł w kostce dostępnych w Polsce? Polecacie któreś z Lusha?

środa, 13 lutego 2013

LUSH, Cosmetic Warrior Fresh Face Mask

Po raz kolejny miałam przyjemność testować świeżą maseczkę firmy Lush. Tym razem zamówiłam Cosmetic Warrior, która ma zwalczyć niedoskonałości i łagodzić podrażnienie cery. Na przetestowanie maseczki miałam dwa i pół tygodnia. Świeże maseczki z Lusha mają krótki termin ważności, trzy tygodnie. Maseczkę trzeba przechowywać w lodówce.


Bazą maseczki jest glinka kaolinowa, którą bardzo lubię i świetnie działa na moją cerę. Winogrona mają za zadanie oczyścić cerę, miód i jajka wygładzić i zmiękczyć skórę, a świeży czosnek i olejek z drzewa herbacianego działają antyseptycznie. 


Maseczkę używałam co dwa, trzy dni. Starczyło mi jej idealnie do końca terminu ważności. Konsystencja kosmetyku, to gęsta pasta, która zawiera kawałki winogron i czosnku. Maseczkę łatwo się nakłada. Trzymałam ją ok. 7 - 10 minut. Trochę poprawiła stan mojej cery i ograniczyła pojawianie się nieprzyjaciół na twarzy. Plus za działanie, ale minus za zapach. Połączenie czosnku i olejku z drzewa herbacianego może działa na skórę, ale mój nos przechodził katuszę. Napiszę wprost, Cosmetic Warrior jest śmierdziuchem.


Jakiś czas temu pisałam o innej, świeżej maseczce z Lusha Oatifix(klik!). Moim faworytem nadal pozostaje Oatifix, która pięknie pachnie owsianką i bananami. Testowałyście maseczki z Lusha? Polecacie któreś? Może same umiecie przyrządzić takie świeże cuda?

wtorek, 29 stycznia 2013

LUSH, Melting Snowman - topniejący bałwanek do kąpieli

Śnieg za oknem zaczął topnieć, dlatego chciałabym przedstawić Wam mojego topniejącego bałwanka. Co prawda, sama go nie ulepiłam, a zrobił to za mnie Lush. Bałwanek przyleciał do mnie, aż z UK. Przyglądałam mu się od dłuższego czasu, wąchałam i dziś stwierdziłam, że najwyższa pora na niego. Z żalem serca postanowiłam się z nim pożegnać i roztopić w kąpieli. Muszę dodać, że nie jestem fanką długich kąpieli i "namaczania się" w wodzie.


Bałwanek wrzucony do kąpieli momentalnie zaczyna rozpuszczać się. Topnieje, topnieje i sprawia, że woda robi się biało-mętna i przyjemnie pachnie. Goździkami, cynamonem, paczulą i olejkiem pomarańczowym ...mmmmm. Dodatkowo, oczy i guziki bałwanka zrobione są z prawdziwej czekolady! Skóra po kąpieli jest delikatnie nawilżona, nie trzeba jej dodatkowo nawilżać. Mimo to, kąpiel pozostaje przyjemnością głównie dla nosa. Bałwanek przypomniał mi, że leżenie w ciepłej wodzie jednak jest przyjemne :)


Muszę się przyznać do czegoś strasznego... Odcięłam głowę bałwankowi, do kąpieli użyłam tylko dolnej części. Głowa będzie na następny raz ;) Za bałwanka zapłaciłam niecałe 2£, ok. 10 pln. 

Spodobał Wam się mój bałwanek? Wolicie szybki prysznic, czy długą kąpiel? 

niedziela, 13 stycznia 2013

LUSH, Limitowana kolekcja na wiosnę 2013

Ledwo co, z półek zniknęła kolekcja świąteczna, a Lush już zaprezentował nam nowości na walentynki i Wielkanoc. Wiecie co, to znaczy? Wiosna już niedługo :D

Lush Times 2013
Lush Times 2013
Lush Times 2013
Skusicie się na coś? Ja będę polować na kostkę do masażu Tender Is the Night oraz mydło Willow Pattern. Mydło o zapachu drzewa różanego i sycylijskiej cytryny brzmi kusząco. Już nie wspominając, jakim ukojeniem dla zmysłów będzie kostka do masażu z jaśminem, ylang-ylang i wanilią. Na złamane serce na pewno pomoże waniliowo-piżmowy ciastek do kąpieli ;)

www.lushusa.com

wtorek, 8 stycznia 2013

LUSH, Snowcake Soap - śnieżne ciasto do kąpieli

Moja Lushowa historia o Snowcake, będzie historią o fance żeli pod prysznic, która pokochała mydła w kostce. Może nigdy nie byłam fanatyczką żeli. Po prostu uważałam, że mydło w kostce nadaje się tylko do mycia rąk w kuchni, ewentualnie łazience. Jak się później okazało, nic bardziej mylnego. Przeglądając różne strony i blogi zauważyłam, że wiele dziewczyn chwali Lushowe mydełka. Postanowiłam zamówić na próbę jedno z najpopularniejszych mydeł z kolekcji świątecznej - Snowcake.


Kiedy wyczekiwane mydełko do mnie dotarło, miałam mieszane uczucia. Wyglądało dziwnie i uznałam jego zapach za nieciekawy... Biała kostka była posypana złotym brokatem i miała nierówną konsystencję. Zapach przypominał mi coś pomiędzy klejem, a plastelinowymi kredkami. Po pierwszej kąpieli stwierdziłam, że Lush nie oszukuje mówiąc, że Snowcake to najbardziej kremowe mydło z ich oferty. Rzeczywiście! Mydło ma bardzo przyjemną, kremową konsystencję i nie pieni się zbytnio.


Po kilku kąpielach zauważyłam, że skóra po zastosowaniu śnieżnego ciastka jest zmiękczona i wygładzona. Po kąpieli nie miałam nieprzyjemnego odczucia ściągnięcia, jakie przeważnie pojawia się u mnie po użyciu żelu pod prysznic. Po kilku seansach ze Snowcake polubiłam też jego zapach. Teraz pachnie dla mnie marcepanem i różami. Całe, niepokrojone mydło rzeczywiście trochę przypomina ciasto :) 
https://www.lush.co.uk/product/5698/Snowcake-Soap-100g

Mydło jest sprzedawane na wagę, 100 g kosztuje ok. 6 $. Moją 150 gramową porcję podzieliłam na trzy części i każdą z nich używałam ok. dwa tygodnie. Bardzo polubiłam to mydło i na pewno wrócę do niego za rok. Snowcake jest dostępny w limitowanej kolekcji świątecznej.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Guerlain, Lush i Estee Lauder - Piękne zakończenie roku :)

Bardzo przyjemnie żegnam się ze starym rokiem. Odebrałam dzisiaj na poczcie pachnącą przesyłkę z Lusha i skorzystałam z Sephorowej promocji -30%, dzięki której stałam się szczęśliwą posiadaczką photoshopujących kulek Guerlain. Dodatkowo kupiłam, co prawda na zapas, mój ulubiony puder Double Wear Estee Lauder. Nie wiem z czego bardziej się cieszyć :)


Przesyłka z Lusha bardzo mnie ucieszyła, ponieważ szła z UK dwa tygodnie i bałam się czy w ogóle dojdzie. Zamówiłam szampon w kostce New, odżywkę do włosów Jungle, mydło Honey I Washed The Kids i przyszłego towarzysza kąpieli Melting Snowman. Nie mogę się doczekać kiedy wszystkiego spróbuję!


W Sephorze kupiłam dwa kosmetyki. Jeden znany mi, używany od lat, puder Estee Lauder Double Wear. Świetnie współpracuje z moim ulubionym podkładem Double Wear Light. Drugi, małe kosmetyczne marzenie, Meteorites Perles Guerlain. Wybrałam kolor Teint Beige. Długo się zastanawiałam nad ich kupnem, ale z pomocą przyszła mi Magda, która pożyczyła mi swoje kulki do przetestowania na kilka dni. Dzięki Kochana :* Ale się cieszę, że mam w końcu swoje!



Przy okazji chciałabym złożyć wszystkim życzenia, Szczęśliwego Nowego Roku i szampańskiej zabawy! 

czwartek, 20 grudnia 2012

LUSH, Bûche de Noël - witajcie Święta i ładna skóro!

Bûche de Noël jest tradycyjnym ciastem spożywanym w czasie świąt Bożego Narodzenia we Francji i innych krajach. Bûche de Noël to również pasta do czyszczenia buzi firmy Lush. Jest to jeden z pierwszych produktów Lusha z którymi miałam do czynienia. Nasz miłość rozpoczęła się wraz z pierwszym otwarciem czarnego pojemniczka i ...powąchaniem zawartości :) Witajcie Święta!


Pasta składa się ze zmielonych migdałów, glinki kaolinowej, suszonej żurawiny, świeżej satsumy, masła kakaowego oraz kropli Brandy. Jak ta mieszanka obłędnie pachnie! Jak połączenie makowca z żurawiną i wszystkimi słodkościami, które się spożywa podczas Świąt :) Żeby było jeszcze bardziej ciekawie, całość zawinięta jest w algi nori. Same dobre i naturalne pyszności. Witaj piękna skóro!

  
Pasta jest świeża, jej termin ważności wynosi 3 miesiące od daty produkcji. Używam jej od ponad dwóch miesięcy. Jej ilość jest proporcjonalna do terminu ważności. W czarnym pudełeczku znajduje się 100 g produktu. Kupiłam ją z zamiarem używania, jako produkt do demakijażu. Niestety w moim przypadku, zdecydowanie się do tego nie nadaje. Jest za to świetna jako poranny czyścik, który stosuję ok. trzy razy w tygodniu. Pasta jest łatwa w użyciu, wystarczy wyjąć kawałek z pojemnika i rozrobić ją z odrobiną wody. Jest delikatna, pomimo zmielonych migdałów, nie przypomina peelingu. Czyścik sprawia, że skóra jest delikatnie oczyszczona i wygładzona. Usuwa złuszczony naskórek, suche skórki, oczyszcza pory i absorbuje nadmiar sebum. Przy regularnym stosowaniu widzę poprawę stanu skóry. Czasem nakładam BDN i pozostawiam na chwilę na buzi, jako ekspresową, poranną maseczkę podczas mycia zębów ;) 


Pasta Bûche de Noël jest dostępna raz do roku wraz z limitowaną kolekcją świąteczną. Jej produkcję Lush rozpoczyna już we wrześniu. Podobno jej całorocznym odpowiednikiem jest Angels on Bare Skin. Nie wiem, jeszcze nie testowałam :) Bûche de Noël przetestowałam, polecam i kupię ponownie za rok.

Testowałyście Bûche de Noël? Może polecacie inne czyściki firmy Lush lub znacie ich odpowiedniki dostępne na polskim rynku?

czwartek, 6 grudnia 2012

LUSH, Sandy Santa - Mikołaj na mikołajki :)

Dzisiaj z okazji mikołajek napiszę o Piaskowy Mikołaju firmy Lush. Sandy Sanda to cukrowy peeling z kolekcji świątecznej. Pachnie przyjemnie, nawet nie wiem jak opisać i do czego porównać ten zapach. Jest to połączenie olejku różanego z sandałowym i pomarańczowego. Peeling ma formę mikołaja w czerwonej czapce. Jest twardy, ale kruszy się.



Mikołaj jest mocnym i ostrym peelingiem. Świetnie poradzi sobie z piętami i łokciami. Na resztę ciała używam go nie częściej niż raz na tydzień, bo jest naprawdę bardzo ostry. Dzięki zawartości olejków, które rozpuszczają się pod wpływem wody, skóra pozostaje po kąpieli nawilżona. Jedyny problem z cukrowym Mikusiem, to sposób aplikacji. Ciężko ułamać od niego kawałek, bo jest bardzo twardy. Próbowałam peelingować się nim bezpośrednio, ale wtedy zaczyna się rozpuszczać. Rozpuszczone olejki nie zasychają spowrotem i mój Mikołaj ma żółte, rozmemłane plecki...


Najlepszym sposobem użycia byłoby pokruszenie go i przechowywanie w pojemniku. W tym celu kupiłam specjalną lushową puszeczkę. Jednak szkoda mi było kruszyć Mikołaja, więc używam jej do przechowywania go. W celu użycia odkrajam kawałek Mikołaja nożem :)

Sandy Santa kosztował mnie, w przeliczeniu z dolara, ok. 21 PLN. Cieszę się, że miałam okazję go przetestować, ale nie kupię go ponownie. Jest niewygodny w aplikacji i dla mnie trochę za ostry.  

niedziela, 2 grudnia 2012

LUSH, Karma Komba - dobra karma dla włosów

W zeszłym miesiącu zamówiłam kilka produktów z Niemiec. Wśród nich znalazł się szampon firmy Lush. Zainteresowała mnie jego ciekawa forma. Wcześniej nie widziałam szamponu w ...kostce. Nie byłam pewna jak się za nią zabrać i czy to w ogóle umyje mi włosy. Jednak udało się i moja niepewność zamieniła się w sympatię.


Moje pierwsze wrażenie: wygląda i pachnie dziwnie. Zapach z początku mnie irytował szczególnie, że długo utrzymuje się na włosach. Umyte włosy rano pachną do wieczora. Zapach Karmy, to połączenie trawy cytrynowej, lawendy i paczuli. Mi trochę przypomina India-shop. Po kilku myciach zapach przestał mi się kojarzyć z kadzidełkiem i bardzo się polubiliśmy :)


Kolejnym zaskoczeniem było to, że szampon niesamowicie się pieni. Wiem, że to zasługa SLS pierwszego w składzie, ale umówmy się - bez tego w ogóle by nie umył włosów! Kostka świetnie oczyszcza włosy, uzyskujemy efekt squeaky-clean hair. Podobno ma zapobiegać plątaniu włosów, ale moim zdaniem/na moje włosy, bez odżywki się nie obejdzie. Karma Komba nie obciąża włosów i lekko odbija je od nasady. Delikatnie nadaje objętość bez plątania włosów.


Używałam go miesiąc, zużyłam ok. połowy. Wbrew pozorom jest wygodny w użyciu. Szampon trzeba suszyć w pozycji pionowej, aby nie przykleił się do pudełka. Ja zamówiłam dedykowaną, lushową puszeczkę. Myślę, że tak samo sprawdzi się mała miseczka lub kokilka. Puszka jest wygodna do transportu kostki.

A tak wyglądała moja karma po miesiącu...


Szampon kupię ponownie, ale najpierw chciałabym przetestować inne wersje kostki - New i Seanik. Mój szampon kupiony w DE kosztował ok. 40 PLN. Jeżeli kupimy go w UK będzie kosztował trochę taniej ok. 27 PLN. 

wtorek, 20 listopada 2012

LUSH, Oatifix Fresh Face Mask - maseczka z owsianki i bananów

Oatifix to moja pierwsza świeża maseczka z Lush. Dzisiaj mija jej termin ważności, co oznacza pożegnanie się z tym cudownym produktem. Maseczki z Lush'a mają bardzo krótki termin ważności - 3 tygodnie. Maseczkę należy przechowywać w lodówce. Moja przyleciała do mnie wraz z zamówieniem z Chicago. Miałam tylko dwa tygodnie na zużycie jej.


Używałam maseczki prawie codziennie. Jest jej dość sporo, jak na tak krótki termin ważności, 60 g. Pierwsze wrażenie zapachowe - nie spodobała mi się ...ale do czasu :) Wystarczyło nałożyć ją na dwa razy na twarz i zdążyłam się zakochać ;) Nie tylko w zapachu, ale także w jej działaniu. 



Maseczka ma za zadanie nawilżać, koić i redukować zaczerwienienie. Potwierdzam takie działanie maseczki. Najbardziej spodobało mi się, że maseczka rzeczywiście zredukowała podrażnienie i zaczerwienienie skóry, z którymi zmagam się w sezonie grzewczo-kaloryferowym. Maseczka przyjemnie chłodzi, ale to efekt trzymania jej w lodówce :) Na twarzy maseczka wygląda, tak jak się nazywa, jak miks owsianki z bananami. 


W czarnym, Lushowym pojemniczku znajdują się prawie tylko naturalne składniki. Same dobrocie :) Poza wymienioną owsianką i bananami, do maseczki dodano zmiksowane migdały, wanilię, olejek migdałowy oraz glinkę kaolinową. Dodatkowo, maseczka nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego.

Jestem bardzo zadowolona z maseczki. Na pewno kupię ją ponownie. Oatifix kosztowała w USA 6,95 $ + tax. Chciałabym przetestować inne, świeże maseczki z Lush'a, więc będę miała dylemat czy zamówić to cudo, czy przetestować inną ;)

środa, 7 listopada 2012

Lush & Bath and Body Works, zamówienie z USA

Skorzystałam z uprzejmości kochanego Piotrka, który przywiózł mi dziś z Chicago pachnące zakupy. Poprosiłam go o małe, ale trochę ważące, zamówienie z Bath & Body Works i Lush'a. 


W Bath & Body Works "kupiłam" ;) pianki do mycia rąk, głęboko oczyszczające mydła do rąk oraz mini świeczki. Wszystko ze świątecznej serii zapachowej.


Z Lush'a poprosiłam o produkty z serii świątecznej: mydło Snowcake i peeling Sandy Santa oraz świeżą maseczkę Oatifix ze stałej oferty. Jako fanka żeli pod prysznic, postanowiłam dać duży kredyt zaufania dla mydła w kostce. Bardzo miłą niespodzianką jest próbka Dream Cream'u.

Zrobiło się u mnie świątecznie ;) Zaraz idę umyć ręce, nałożyć maseczkę i zrobić peeling :D 

niedziela, 21 października 2012

Lush & Alverde, zamówienie z Niemiec

Dzięki mojej mamie i jej wizycie w Berlinie, właśnie zostałam posiadaczką kosmetyków, które od dawna chciałam wypróbować. Pokusiłam się o małe zamówienie, aby mama nie miała za dużego nadbagażu ;)


W Lush'u byłam nie raz i nie wiedzieć dlaczego nigdy tam nic nie kupiłam! Teraz, kiedy wiedziałam co chcę, oczywiście nie miałam okazji do wyjazdu. Produkty z Lush'a w większości zawierają dużo naturalnych składników. Na dobry początek kupiłam:

Buche de Noel - świąteczny czyścik do twarzy
Karma Komba - szampon w kostce
Opakowanie na szampon


 Po przeczytaniu "achów i ochów" na temat naturalnej marki Alverde z drogerii DM, zamówiłam kilka produktów. Najbardziej jestem ciekawa ich produktów do włosów. Kosmetyki Alverde są chwalone za naturalne składniki i brak silikonów, slsów itp. Do tego, większość z nich nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego, co gwarantuje znaczek Vegan.


Szampon z amarantusem, głęboko odbudowujący
Odżywka z tej samej serii
Maseczka z awokado, do włosów zniszczonych


Masło do ciała z orzechów macadamii i masła karite
Kremowy olejek do mycia ciała z amarantusem


Oczywiście w zamówieniu znalazło się też coś do ciała. Najbardziej do smarowania lubię masełka do ciała, jestem ciekawa konsystencji tych z Alverde.

W zamówieniu znalazły sie też dwa limitowane żele do mycia ciała z Balea, również marki DM. Pachną makaronikami równie smakowicie, jak wyglądają ;) Jeden ma zapach migdałów i wiśni, a drugi fig i czekolady.

Jestem bardzo ciekawa jak kosmetyki sprawdzą się u mnie. Obiecuję opisać wszystkie po wypróbowaniu ;)