Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KĄPIEL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KĄPIEL. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Lody bakaliowe w formie mydła? LUSH, Sultana of Soap

Świeże lody bakaliowe, biała czekolada, orzechy, rodzynki bakalie. Czy dzisiaj będzie jakiś przepis na pyszny deser? Nie, dzisiaj będzie mój nowy ulubieniec do mycia - Sultana of Soap od Lush. Nie dość, że apetycznie pachnie, to jeszcze apetycznie wygląda. Nie mogę się zdecydować, czy wolę Sultanę czy jednak Honey, I washed the kids, nad którym ostatnio rozpływałam się w zachwytach.

Sultana of Soap, jest najbardziej kremowym mydłem, ze wszystkich mydeł firmy Lush. Jest nawet bardziej kremowa, niż mój zimowy hit Snowcake. Nie wysusza mojej skóry, tak jak tradycyjne mydła i żele pod prysznic z supermarketu/drogerii. Aby nie było za słodko, dodam, że podczas używania odpadają z mydła suszone kawałki bakalii. Mi to nie przeszkadzało. Ponieważ mydło jest bardzo kremowe, mam wrażenie, że przez to szybciej się zużywa - szybciej rozpuszcza przy kontakcie z wodą i ciałem. 100 g kostka Sultana of Soap kosztowała 3,35£.

Lubicie naturalne mydełka? Polecacie jakieś inne firmy?   

wtorek, 30 kwietnia 2013

Kąpiel na końcu tęczy - LUSH, Dorothy

Postanowiłam dzisiaj miło rozpocząć długi weekend i uczcić go aromatyczną kąpielą z Dorothy. Sympatyczna Dorotka, zwana również "Somewhere over the rainbow" to Bubble Bar firmy Lush. Bubble Bar to bąbelki do kąpieli w kostce. Rozkruszamy taką kostkę pod strumieniem wody, a wanna wypełnia się puszystą pianą i pięknym zapachem.
Zapach Dorotki "na sucho" nie zauroczył mnie. Jest mocno kwiatowy, trochę vintage. Moja koleżanka porównała go do szarego mydła. Zapach w kąpieli jest zdecydowanie przyjemniejszy, delikatny, kwiatowy. Po kąpieli zapach pozostaje na skórze. Dorothy spodoba się fankom mydła Figs & Leaves, pachnie tak samo. Kostka barwi wodę na intensywny, niebieski kolor. Już połowa kostki wystarczy, aby zabarwić wodę, stworzyć dużo puszystej, pachnącej piany.
Dorothy była OK. Kostka zrobiła górę piany, zapach był przyjemny, ale nie zrobiła ze skórą nic wyjątkowego. Bardziej podobała mi się kąpiel z Creamy Candy, która zawiera kawałki masła kakaowego i olejek migdałowy. Kostka Dorothy kosztuje 2,99£, wolę kupić trochę tańszą Creamy Candy.

środa, 3 kwietnia 2013

LUSH, Creamy Candy Bubble Bar - bąbelki do kąpieli w kostce

O kulach do kąpieli słyszałam, ale o bąbelkach w kostce? No tak, skoro Lush robi szampony, balsamy i odżywki w kostce, to czemu miałby nie zrobić płynu do kąpieli w formie stałej? Zaciekawiła mnie nietypowa forma, więc postanowiłam wypróbować bubble bar. Wybrałam Creamy Candy, ponieważ jest to jedna z najpopularniejszych i najtańszych kostek do kąpieli Lush. 100 g kostka kosztuje 2,5£.
Kiedy bubble bar Creamy Candy w końcu do mnie trafił, zaskoczył mnie swoją miękkością. Myślałam, że będzie twardy jak kula do kąpieli. Łatwo oderwać kawałek i rozkruszyć. Za pierwszym razem niespecjalnie spodobał mi się zapach. Słodki, różowy, trochę jak guma balonowa, trochę jak cukierki pudrowe. Pachnie identycznie jak mydło Rock Star. Po pierwszej kąpieli jednak polubiłam cukierkowy zapach. Z jednej kostki zrobiłam trzy kąpiele. Lush zaleca wrzucenie jednej kostki do jednej kąpieli. Dla mnie optymalna porcja dla doznań bąbelkowo-zapchowych, to pół kostki (moja wanna jest dosyć mała). Mały kawałek kostki wyczarował gęstą, pachnącą pianę.
Jak używać tego cudaka? Odkręcamy wodę i rozkruszamy kostkę pod strumieniem wody. Czekamy, aż wanna napełni się i wskakujemy do środka. Creamy Candy zawiera kawałki masła kakaowego i olejku migdałowego, które po rozpuszczeniu pielęgnują skórę. Nie czułam, aby cała łazienka wypełniła się zapachem, ale w międzyczasie, mój chłopak wszedł do łazienki i stwierdził "ale tu pachnie tymi twoimi lushami". Podobno pachnie :) Polubiłam Creamy Candy i kupię go ponownie. Chciałbym sprawdzić, czy efekt będzie jeszcze lepszy po wrzuceniu całej kostki.

Lubicie kąpiele z bąbelkami?

czwartek, 28 marca 2013

STENDERS, Truskawkowo-mleczna kula do kąpieli

Właśnie wyszłam z gorącej kąpieli z kulą Stenders. Zapraszam do przeczytania relacji "na gorąco" ;) Nigdy nie byłam specjalnie fanką moczenia się w wodzie, ale ostatnio odkryłam moją wannę na nowo. To przez Lusha i ich bubble bary i bath bomby! 
Podczas przypadkowej wizyty w Stenders kupiłam truskawkowo-mleczną kulę do kąpieli. W sklepie pachniała cudownie, jak mleczny koktajl truskawkowy. Podobał mi się też jej dwukolorowy wygląd. Do kąpieli zużyłam całą kulę. Po wrzuceniu do wanny kula zaczęła delikatnie buzować i rozpuściła się w ciągu trzech minut, pozostawiając wodę w dziwnym kolorze, trochę jak z brudnych rur. Po rozpuszczeniu kula pozostawiła różany (?!) zapach. Wanna wypełniła się olejkami. 
Widzicie musującą kulę?
Takie "maczanie się" w gorącej wodzie wypełnionej olejkami dobrze wpłynęło na moją skórę. Skóra po kąpieli jest pachnąca, miękka i nawilżona(ale nie tłusta). Gorąca woda nie podoba się moim naczynkom, więc muszę uważać na temperaturę wody. Poza tym, po 3 minutach w cieplutkiej wodzie robi mi się gorąco i chcę już wychodzić.

Podsumowując, kula do kąpieli marki Stenders zrobiła na mnie średnie wrażenie. Miałam nadzieję, że zabarwi wodę na jakiś przyjemny kolor i będzie pachnieć truskawkowym shake'iem, a nie różami. Kula miała ok. 140 g i kosztowała ok. 15 zł. Może kiedyś dam szansę innej kuli z tego sklepu. Testowałyście może kule kąpielowe Stenders?     

niedziela, 17 marca 2013

Lawendowa Farma, Miód z Lawendą, ręcznie robione mydło

Na początku tego roku złożyłam moje pierwsze zamówienie w Lawendowej Farmie. Na Lawendowej Farmie Pani Ewa tworzy mydła i kosmetyki. Zamówiłam balsam w kostce, mydło z miodem i lawendą oraz Plastelinkę Muminka, która bardzo przypomina Lushowy Angels on Bare Skin. Dzisiaj chciałabym przedstawić mydło naturalne "Miód z Lawendą". 
Mydła z Lawendowej Farmy są świeże, wyrabiane ręcznie na zimno. Mają naturalne składy i zapachy. Moje mydełko zawiera oliwę, miód, mielone płatki owsiane i masło shea. Dzięki temu jest delikatne dla skóry i nie wysusza jej. Zapach w opakowaniu jest bardzo intensywny, nie byłam pewna, czy go polubię. Pod prysznicem i w zetknięciu ze skórą jest delikatny i przyjemny. Pachnie ziołowo lawendą. Mydło nie pieni się lecz tworzy kremową warstwę myjącą. Kawałki płatków owsianych delikatnie peelingują. Kostkę podzieliłam na trzy części. Jedna poszła pod prysznic, druga jako mydło do rąk. Mydło jest bardzo wydajne, zdecydowanie bardziej niż moi Lushowi ulubieńcy. 
Bardzo polubiłam Lawendową Farmę i na pewno kiedyś do niej wrócę. Chciałabym wypróbować jeszcze mydła z kokosem i plastrem miodu oraz masę innych kosmetyków, jak balsamy, masełka shea, świece sojowe czy mazidła do ust. Dla mnie Lawendowa Farma jest częściowo polskim odpowiednikiem Lusha, na pewno bardziej naturalnym i bardziej przystępnym cenowo :) 110 g kostka mydła kosztuje 11 zł.

czwartek, 21 lutego 2013

LUSH, Honey I Washed The Kids Soap Bar

Honey I Washed The Kids, to moje kolejne mydło w kostce firmy Lush po Snowcake. Na początku zaznaczę, że nie lubię mydeł w kostce. Wyjątkiem są mydła Lushowe, które szybko zdążyłam pokochać. Honey I Washed The Kids urzekło mnie wyglądem i zapachem. Beżowa, kremowa kostka przykryta plasterkiem miodu. Pachnąca jak toffi, miód i pomarańcze. To połączenie zapachowe tak mi się podoba, że wręcz marzę o balsamie lub perfumach o tym zapachu.
Zapach to jedno, drugie to działanie. Mydło prawie w ogóle się nie pieni, jest bardzo kremowe i pokrywa ciało aksamitnym musem. Jest delikatne dla skóry i nie wysusza jej. Świetnie sprawdza się jako mydło do rąk. Po umyciu nie trzeba szybko biec po krem, a dłonie pachną przepięknie przez dłuższą chwilę. Tak lubię Honey I Washed The Kids, że wolę myć się nim cała. 
https://www.lush.co.uk/
Za 100 g kawałek zapłaciłam 3,40£, ok. 17 PLN. Nie jest to mało, jak na mydło, ale były to dobrze zainwestowane pieniądze :) 100 g kostkę podzieliłam na trzy części. Całość wystarczyła mi na 3 tygodnie. 

Zostałam fanką Honey I Washed The Kids i polecam je wszystkim. Kupię je ponownie, ale najpierw chciałabym sprawdzić Sultana of Soap i Sexy Peel. Używałyście godnych polecenia mydeł w kostce dostępnych w Polsce? Polecacie któreś z Lusha?

niedziela, 3 lutego 2013

ORGANIQUE, Glicerynowe mydełko piernikowe

Ostatnio coraz częściej robię zakupy w Organique. Przy pierwszych zakupach Pani wręczyła mi kartę do zbierania stempelków. Za każde wydane 20 zł otrzymujemy jeden stempelek. Za 10 stempelków dostajemy prezent od firmy - kulę do kąpieli lub mydełko na wagę. 
Jakiś czas temu udało mi się uzbierać 10 stempelków (wiem, wiem jeszcze nie pisałam o produktach z Organique - wszystkie są w fazie testów ;)) i wybrałam mydełko piernikowe. Według mnie pachnie najładniej ze wszystkich mydeł. Zapach przypomina mi trochę ciastka z The Body Shop. Jest słodki i imbirowy.


Mydło trochę drapie skórę przez zawartość ziaren maku. Ładnie pachnie i wygląda, ale nie ma takiego szału i nie zachwyciło mnie, tak jak mydło z Lush (klik!). Mydełko skończyło jako mydło do rąk :) Pewnie sama go sobie nigdy nie kupię, ale jak znowu uzbieram stempelki, to chętnie przetestuję inny zapach. Mydło kosztuje ok. 14 pln za 100 g. Nie wiem ile gram ma moja porcja. Nie pytałam, to prezent w końcu :)

Lubicie markę Organique? Jakie produkty polecacie? Ja dopiero zapoznaję się z ich kosmetykami :)

wtorek, 29 stycznia 2013

LUSH, Melting Snowman - topniejący bałwanek do kąpieli

Śnieg za oknem zaczął topnieć, dlatego chciałabym przedstawić Wam mojego topniejącego bałwanka. Co prawda, sama go nie ulepiłam, a zrobił to za mnie Lush. Bałwanek przyleciał do mnie, aż z UK. Przyglądałam mu się od dłuższego czasu, wąchałam i dziś stwierdziłam, że najwyższa pora na niego. Z żalem serca postanowiłam się z nim pożegnać i roztopić w kąpieli. Muszę dodać, że nie jestem fanką długich kąpieli i "namaczania się" w wodzie.


Bałwanek wrzucony do kąpieli momentalnie zaczyna rozpuszczać się. Topnieje, topnieje i sprawia, że woda robi się biało-mętna i przyjemnie pachnie. Goździkami, cynamonem, paczulą i olejkiem pomarańczowym ...mmmmm. Dodatkowo, oczy i guziki bałwanka zrobione są z prawdziwej czekolady! Skóra po kąpieli jest delikatnie nawilżona, nie trzeba jej dodatkowo nawilżać. Mimo to, kąpiel pozostaje przyjemnością głównie dla nosa. Bałwanek przypomniał mi, że leżenie w ciepłej wodzie jednak jest przyjemne :)


Muszę się przyznać do czegoś strasznego... Odcięłam głowę bałwankowi, do kąpieli użyłam tylko dolnej części. Głowa będzie na następny raz ;) Za bałwanka zapłaciłam niecałe 2£, ok. 10 pln. 

Spodobał Wam się mój bałwanek? Wolicie szybki prysznic, czy długą kąpiel? 

wtorek, 8 stycznia 2013

LUSH, Snowcake Soap - śnieżne ciasto do kąpieli

Moja Lushowa historia o Snowcake, będzie historią o fance żeli pod prysznic, która pokochała mydła w kostce. Może nigdy nie byłam fanatyczką żeli. Po prostu uważałam, że mydło w kostce nadaje się tylko do mycia rąk w kuchni, ewentualnie łazience. Jak się później okazało, nic bardziej mylnego. Przeglądając różne strony i blogi zauważyłam, że wiele dziewczyn chwali Lushowe mydełka. Postanowiłam zamówić na próbę jedno z najpopularniejszych mydeł z kolekcji świątecznej - Snowcake.


Kiedy wyczekiwane mydełko do mnie dotarło, miałam mieszane uczucia. Wyglądało dziwnie i uznałam jego zapach za nieciekawy... Biała kostka była posypana złotym brokatem i miała nierówną konsystencję. Zapach przypominał mi coś pomiędzy klejem, a plastelinowymi kredkami. Po pierwszej kąpieli stwierdziłam, że Lush nie oszukuje mówiąc, że Snowcake to najbardziej kremowe mydło z ich oferty. Rzeczywiście! Mydło ma bardzo przyjemną, kremową konsystencję i nie pieni się zbytnio.


Po kilku kąpielach zauważyłam, że skóra po zastosowaniu śnieżnego ciastka jest zmiękczona i wygładzona. Po kąpieli nie miałam nieprzyjemnego odczucia ściągnięcia, jakie przeważnie pojawia się u mnie po użyciu żelu pod prysznic. Po kilku seansach ze Snowcake polubiłam też jego zapach. Teraz pachnie dla mnie marcepanem i różami. Całe, niepokrojone mydło rzeczywiście trochę przypomina ciasto :) 
https://www.lush.co.uk/product/5698/Snowcake-Soap-100g

Mydło jest sprzedawane na wagę, 100 g kosztuje ok. 6 $. Moją 150 gramową porcję podzieliłam na trzy części i każdą z nich używałam ok. dwa tygodnie. Bardzo polubiłam to mydło i na pewno wrócę do niego za rok. Snowcake jest dostępny w limitowanej kolekcji świątecznej.

czwartek, 15 listopada 2012

ALTERRA, moja skromna kolekcja

Alterra jest marką należącą do Rossmana. Z produktami marki zapoznałam się niedawno, pod koniec września. Kosmetyki Alterry, są z nurtu kosmetyków naturalnych. Ich głównymi zaletami są składy i cena. Moja kolekcja jest na razie skromna, może za jakiś czas się powiekszy ;) W skład mojej kolekcji wchodzi:

Haarkur, Granatapfel & Aloe Vera - maseczka do włosów suchych i zniszczonych
Korperpeeling, Cranberry & Feige - peeling do ciała
Massageol, Mandel & Papaya - kojący i relaksujący olejek do ciała


Alterra, maseczka do włosów z granatem i aloesem

Bardzo zaskoczyła mnie jakość tego kosmetyku. Choć jest to maseczka, używam jej codziennie, jako odżywki. Trzymam ją na włosach krótko, tak jak odżywkę. Nie obciąża włosów, nawilża je i sprawia, że świetnie się rozczesują. Pachnie przyjemnie, ale nie powalająco. Nie zawiera konserwantów, silikonów, syntetycznych barwników i substancji pochodzenia zwierzęcego. Używam jej prawie codziennie od dwóch miesięcy i zaczyna się kończyć. Niepokoi mnie fakt, że w najbliższym Rossmanie nie ma jej od dwóch tygodni! Mam nadzieję, że to tymczasowe problemy z dostawą. Lubię drogie kosmetyki, ale aż szkoda wydawać kasę, gdy tak dobry produkt, kosztuje tak niewiele. Za 150 ml opakowanie zapłacimy ok. 10 PLN.



Alterra, olejek do ciała z migdałami i papają

Kolejny produkt Alterry, który pozytywnie mnie zaskoczył i nie ma go na półkach w Rossmanie od miesiąca. Podobno firma zmienia opakowanie i niedługo wszystkie olejki powrócą do stałej sprzedaży. Po zmianie opakowania i dodaniu pompki nie będę miała się do czego przyczepić, bo jego jedynym minusem jest niewygodna aplikacja, prosto ze szklanej butelki. Jeszcze nie udało mi się go wylać, ale pierwsze co pomyślałam, że to zrobię. Jest to mój pierwszy olejek do ciała, bardzo spodobała mi się ta formuła. Używam go po wieczornej kąpieli, rano nakładam balsam. Olejek nie brudzi i nie pozostawia tłustych plam. Delikatnie nawilża i natłuszcza skórę. Zestaw olejków, między innymi migdałowy, sezamowy i jojoba odżywiają skórę. Pachnie przyjemnie, owocowo, ale nie jest to "szałowy" zapach. Używam go często od dwóch miesięcy, pozostało go ok. 1/4. Smaruję nim całe ciało. 100 ml buteleczka kosztuje ok. 15 PLN. 


Alterra, peeling do ciała z żurawiną i figą

Alterrowy peeling nie zachwycił mnie tak jak maseczka i olejek. Jest to żel pod prysznic peelingujący, a nie treściwy peeling. W czerwonym kisielku są zatopione pestki żurawiny i troszkę drobinek ścierajacych. Nie zawiera syntetycznych barwników i substancji zapachowych, konserwantów, silikonów, parafiny i innych związków olejów mineralnych. Nasiona żurawiny pochodzą z kontrolowanych biologicznie upraw. Na drugim miejscu w składzie znajduje się alkohol, który niestety można wyczuć. Peeling pachnie słodko, owocowo, z resztą podobnie do pozostałych produktów. Nie pamiętam ile kosztował, na pewno nie więcej niż 7 - 10 PLN. Opakowanie ma pojemność 200 ml. Raczej zakupu nie powtórzę, bo nie jestem fanką żeli peelingujących.


Marka Alterra wypada całkiem nieźle. Ich kosmetyki są naturalne i skuteczne. Mam wrażenie, że wszystkie podobnie pachną. Nie zrujnują portfela, bo są niedrogie. Większość produktów kosztuje w granicach 10 PLN. Za tą cenę warto je przetestować. Kosmetyki są dostępne w Rossmanie.

To mój początek przygody z Alterrą. Które kosmetyki Alterry polecacie?

środa, 7 listopada 2012

Lush & Bath and Body Works, zamówienie z USA

Skorzystałam z uprzejmości kochanego Piotrka, który przywiózł mi dziś z Chicago pachnące zakupy. Poprosiłam go o małe, ale trochę ważące, zamówienie z Bath & Body Works i Lush'a. 


W Bath & Body Works "kupiłam" ;) pianki do mycia rąk, głęboko oczyszczające mydła do rąk oraz mini świeczki. Wszystko ze świątecznej serii zapachowej.


Z Lush'a poprosiłam o produkty z serii świątecznej: mydło Snowcake i peeling Sandy Santa oraz świeżą maseczkę Oatifix ze stałej oferty. Jako fanka żeli pod prysznic, postanowiłam dać duży kredyt zaufania dla mydła w kostce. Bardzo miłą niespodzianką jest próbka Dream Cream'u.

Zrobiło się u mnie świątecznie ;) Zaraz idę umyć ręce, nałożyć maseczkę i zrobić peeling :D 

poniedziałek, 5 listopada 2012

Balea, Żel pod prysznic z czekoladą i figą

Balea jest marką należącą do niemieckiej drogerii DM. Omawiany żel pod prysznic pochodzi z limitowanej kolekcji zimowej, inspirowanej francuskimi makaronikami. Żel przywiozła mi mama, w zeszłym miesiącu z Berlina. 


Podoba mi się design opakowania. Butelka zawiera 300 ml kremowego żelu o bladoróżowym kolorze. Jego główną zaletą jest smakowity, czekoladowy zapach z delikatną, owocową nutą figi. Zapach nie utrzymuje się po kąpieli. Żel pieni się bardzo delikatnie i nie wysusza skóry. Zdarzyło mi się zapomnieć/nie mieć czasu nałożyć balsamu po kąpieli i nie odczułam nieprzyjemnego ściągnięcia i szorstkości skóry.

http://www.littleoven.com/

Żelu używam od prawie miesiąca, dwa razy dziennie i ubyło go ok. połowy. Bardzo go polubiłam i chociaż czeka na mnie jeszcze kilka produktów kąpielowych do przetestowania, to zamówię następny na zapas :) Niestety w najbliższym czasie, nie będę miała możliwości kupienia go bezpośrednio w DM-ie, dlatego zamówię go na allegro. Uwielbiam jego czekoladowy zapach, idealny na jesienne wieczory i chłodne poranki. Jest niedrogi, kosztuje na allegro ok. 7 zł, co jest jego niewątpliwą zaletą ;)

niedziela, 21 października 2012

Lush & Alverde, zamówienie z Niemiec

Dzięki mojej mamie i jej wizycie w Berlinie, właśnie zostałam posiadaczką kosmetyków, które od dawna chciałam wypróbować. Pokusiłam się o małe zamówienie, aby mama nie miała za dużego nadbagażu ;)


W Lush'u byłam nie raz i nie wiedzieć dlaczego nigdy tam nic nie kupiłam! Teraz, kiedy wiedziałam co chcę, oczywiście nie miałam okazji do wyjazdu. Produkty z Lush'a w większości zawierają dużo naturalnych składników. Na dobry początek kupiłam:

Buche de Noel - świąteczny czyścik do twarzy
Karma Komba - szampon w kostce
Opakowanie na szampon


 Po przeczytaniu "achów i ochów" na temat naturalnej marki Alverde z drogerii DM, zamówiłam kilka produktów. Najbardziej jestem ciekawa ich produktów do włosów. Kosmetyki Alverde są chwalone za naturalne składniki i brak silikonów, slsów itp. Do tego, większość z nich nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego, co gwarantuje znaczek Vegan.


Szampon z amarantusem, głęboko odbudowujący
Odżywka z tej samej serii
Maseczka z awokado, do włosów zniszczonych


Masło do ciała z orzechów macadamii i masła karite
Kremowy olejek do mycia ciała z amarantusem


Oczywiście w zamówieniu znalazło się też coś do ciała. Najbardziej do smarowania lubię masełka do ciała, jestem ciekawa konsystencji tych z Alverde.

W zamówieniu znalazły sie też dwa limitowane żele do mycia ciała z Balea, również marki DM. Pachną makaronikami równie smakowicie, jak wyglądają ;) Jeden ma zapach migdałów i wiśni, a drugi fig i czekolady.

Jestem bardzo ciekawa jak kosmetyki sprawdzą się u mnie. Obiecuję opisać wszystkie po wypróbowaniu ;)

piątek, 12 października 2012

Soap&Glory, Clean On Me & Flake Away

Marka Soap&Glory pochodzi z UK, dokładniej Londynu. Jest to marka popularna, nawiązująca designem do lat '50 i '60. Różowe opakowania z ciekawą grafiką przyciągają uwagę.



Dzięki Mamie jestem od miesiąca w posiadaniu żelu do mycia ciała Clean On Me i peelingu Flake Away. Oba produkty ślicznie prezentują sie w łazience. Oba pachną podobnie, peeling intensywniej. Zapach jest słodki, porównałabym go z perfumami Miss Dior Cherie lub Coco Mademoiselle Chanel.. Jak dla mnie, obłędny! Co więcej, utrzymuję się dłuższą chwilę na skórze.
Soap&Glory, Clean On Me


Żel pod prysznic ma kremową, gęstą konsystencję, aż ciężko go wycisnąć przez małą pompkę. Producent zapewnia gładką i miękką skórę po użyciu dzięki "wbudowanemu" balsamowi. Nie pieni się intensywnie, mam nadzieję, że to przez mniejszą ilość dentergentów-spieniaczy ;) Żel nie wysusza skóry, ale nie przesadzałabym z super-wygładzeniem i brakiem konieczności nałożenia balsamu. Minusem produktu jest dostępność. Można go kupić w UK lub zamówić przez ebay. Cena w Bootsie za 500 ml butlę, to 5,5 £. 

 
Soap&Glory, Flake Away Body Scrub


Drugi produkt z Soap&Glory, który mam przyjemność testować. Peeling jest bardzo gęsty i treściwy. Zawiera masło shea, cukier, sól, zmielone pestki brzoskwini i winogron oraz olejek z migdałów. Jest wydajny, nie potrzeba dużej ilości do "starcia" całego ciała. Świetnie wygładza i lekko nawilża skórę. Stosowałam go podczas mycia, myślę że nałożony na suchą skórę poradzi sobie nawet z piętami ;) Scrub w opakowaniu 300 ml kosztuje w Bootsie 7 £. Zapewniam, że to dobrze wydane funty.



Oba produkty polecam, kupię ponownie, jak się kiedyś skończą (są tak duże, że aż mam wrażenie, że to nigdy nie nastąpi). Są to kolejne produkty, które zaczynają mnie uzależniać swoim zapachem ;)


...a na koniec, przedstawiam całe zakupy przywiezione przez Mamę z UK:


Sukcesywnie będę opisywać resztę produktów i czekać na kolejną wizytę Mamy lub innej, dobrej duszy na Wyspach ;)