Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CIAŁO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CIAŁO. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Lody bakaliowe w formie mydła? LUSH, Sultana of Soap

Świeże lody bakaliowe, biała czekolada, orzechy, rodzynki bakalie. Czy dzisiaj będzie jakiś przepis na pyszny deser? Nie, dzisiaj będzie mój nowy ulubieniec do mycia - Sultana of Soap od Lush. Nie dość, że apetycznie pachnie, to jeszcze apetycznie wygląda. Nie mogę się zdecydować, czy wolę Sultanę czy jednak Honey, I washed the kids, nad którym ostatnio rozpływałam się w zachwytach.

Sultana of Soap, jest najbardziej kremowym mydłem, ze wszystkich mydeł firmy Lush. Jest nawet bardziej kremowa, niż mój zimowy hit Snowcake. Nie wysusza mojej skóry, tak jak tradycyjne mydła i żele pod prysznic z supermarketu/drogerii. Aby nie było za słodko, dodam, że podczas używania odpadają z mydła suszone kawałki bakalii. Mi to nie przeszkadzało. Ponieważ mydło jest bardzo kremowe, mam wrażenie, że przez to szybciej się zużywa - szybciej rozpuszcza przy kontakcie z wodą i ciałem. 100 g kostka Sultana of Soap kosztowała 3,35£.

Lubicie naturalne mydełka? Polecacie jakieś inne firmy?   

piątek, 3 maja 2013

Lotion do ciała z ziarnami wanilii - LUSH, Sympathy of the Skin

Uwielbiam wszelkie smarowidła do ciała, szczególnie w postaci maseł, dlatego nie mogłam odmówić sobie przetestowania specyfiku z mojej ulubionej firmy Lush. Co prawda, Sympathy of the Skin to nie masło, tylko lotion, ma bardzo rzadką konsystencję. Przed zakupem, w jego opisie najbardziej zaciekawiły mnie w małe ziarenka wanilii, lubię takie udziwnienia ;)
Sympathy of the Skin składa się z wanilii, olejku migdałowego, masła kakaowego i bananów organicznych. Lotion jest dosyć dziwnym specyfikiem. Po pierwsze ma dziwny zapach. Zapach jest bardzo naturalny i niesłodki. Mój ukochany porównał go do zapachu farb plakatowych i surowego ciasta drożdżowego. Po drugie miałam wrażenie, że lotion zmieniał konsystencję! Na początku był bardziej gęsty, a pod koniec opakowania smarowałam się prawie...wodą. Nie popsuł się w międzyczasie, poznałabym po zapachy, albo wysypce na skórze - na szczęście nic takiego się nie wydarzyło.
Wracając do samego działania kosmetyku, balsam szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy i nawilża na cały dzień. Niestety nie poradził sobie z najbardziej suchymi miejscami (u mnie są to łokcie i łydki). Wspomniane kawałki wanilii nie przeszkadzają podczas aplikacji. Nie wiem co się z nimi dzieje, bo nie pozostają widoczne na skórze. Może odpadają? Nie wiem...
Podsumowując, Sympathy of the Skin jest ...sympatyczny, ale nie jest ideałem. Spodoba się fankom naturalnych zapachów i kosmetyków, z nie przesuszoną skórą. Opakowanie 240 ml wystarczyło mi na niecały miesiąc używania raz dziennie. Klasyczne masła są dla mnie wydajniejsze, może to przez tę konsystencję nakładałam go za dużo. Lotion kosztuje 10,75£, sporo ponad 50 zł. Raczej go więcej nie kupię, może Karma albo Dream Cream będą lepsze. Gdyby nie zmieniał konsystencji i odrobinę mocniej nawilżał, mógłby zostać moim ulubieńcem.

niedziela, 7 kwietnia 2013

SOAP&GLORY, The Righteous Butter - (prawdopodobnie) najlepiej pachnące masło na świecie!

Markę Soap&Glory poznałam w zeszłym roku. Moimi pierwszymi kosmetykmi tej firmy były peeling Flake Away i żel pod prysznic Clean On Me. Ostatnio udało mi się kupić kilka nowych produktów tej firmy, między innymi, masło The Righteous Butter. Masło pochodzi z tej samej linii zapachowej, co Flake Away i Clean On Me. 
Masło pachnie podobnie jak perfumy Miss Dior Cherie, czyli pięknie! Słodko, różowo, ale nie tandetnie. Uwielbiam to masło, za to, że jego zapach pozostaje na skórze prawie cały dzień! Subtelnie, z każdą godziną coraz delikatniej, ale pozostaje. Nie tylko długo pachnie, ale także na długo nawilża skórę. Co prawda pozostawia, nazwijmy to, ochronną warstwę, która się nie klei i kompletnie mi nie przeszkadza. The Rigteous Butter jest na bazie masła shea, ale dalej ...znajdziemy połowę tablicy Mendelejewa. Zdecydowanie nie polecam tego produktu fankom naturalnej pielęgnacji. Mi to nie przeszkadza, kocham go za zapach i nawilżanie.
Masło Soap&Glory jest dość spore, ma 300 ml. Używam go od miesiąca, często dwa razy dziennie i pozostało mi go mniej, niż połowa. Resztę odłożę na później, na cieplejsze dni. Udało mi się go kupić na promocji w Bootsie. Reguralna cena w Boots UK wynosi 10,50£.

Lubicie gęste masła, tak jak ja, czy wolicie lżejsze balsamy? 

czwartek, 21 lutego 2013

LUSH, Honey I Washed The Kids Soap Bar

Honey I Washed The Kids, to moje kolejne mydło w kostce firmy Lush po Snowcake. Na początku zaznaczę, że nie lubię mydeł w kostce. Wyjątkiem są mydła Lushowe, które szybko zdążyłam pokochać. Honey I Washed The Kids urzekło mnie wyglądem i zapachem. Beżowa, kremowa kostka przykryta plasterkiem miodu. Pachnąca jak toffi, miód i pomarańcze. To połączenie zapachowe tak mi się podoba, że wręcz marzę o balsamie lub perfumach o tym zapachu.
Zapach to jedno, drugie to działanie. Mydło prawie w ogóle się nie pieni, jest bardzo kremowe i pokrywa ciało aksamitnym musem. Jest delikatne dla skóry i nie wysusza jej. Świetnie sprawdza się jako mydło do rąk. Po umyciu nie trzeba szybko biec po krem, a dłonie pachną przepięknie przez dłuższą chwilę. Tak lubię Honey I Washed The Kids, że wolę myć się nim cała. 
https://www.lush.co.uk/
Za 100 g kawałek zapłaciłam 3,40£, ok. 17 PLN. Nie jest to mało, jak na mydło, ale były to dobrze zainwestowane pieniądze :) 100 g kostkę podzieliłam na trzy części. Całość wystarczyła mi na 3 tygodnie. 

Zostałam fanką Honey I Washed The Kids i polecam je wszystkim. Kupię je ponownie, ale najpierw chciałabym sprawdzić Sultana of Soap i Sexy Peel. Używałyście godnych polecenia mydeł w kostce dostępnych w Polsce? Polecacie któreś z Lusha?

sobota, 29 grudnia 2012

The Body Shop, Masło do Ciała Ginger Sparkle

Linia zapachowa Ginger Sparkle pochodzi z limitowanej, świątecznej serii The Body Shop. Na imbirowo-cynamonowego ciastka polowałam odkąd pojawił się w sklepach, czyli od prawie dwóch miesięcy. Bardzo lubię masła do ciała z TBS. Przetestowałam już kilka wersji i na żadnej się nie zawiodłam. Co więcej, żadnej nie kupiłam w pełnej cenie. Zawsze czekam na zimowe lub wakacyjne wyprzedaże. Wtedy wybrane zapachy i limitki można nabyć za 50% ceny wyjściowej. Tak było i tym razem. Poczekałam cierpliwie do 27 grudnia, żeby szybciutko pobiec do sklepu. W pierwszym TBS, który odwiedziłam okazało się, że ciastek został wyprzedany już przed świętami. Na szczęście w drugim było go całkiem sporo :D


Zdążyłam się nim już kilka razy wysmarować. Doskonale nawilża skórę na całą dobę! Dodatkowo skóra jest miękka i gładka. Masełko jest na bazie masła shea (drugie miejsce w składzie, po wodzie), które świetnie działa na moją skórę. Łatwo się rozsmarowuje, wchłania się, ale pozostawia delikatną warstewkę na skórze. Nie wszyscy to lubią, ja akurat tak :) Konsystencja smarowidła rzeczywiście przypomina masło. Jest bardzo mięciutkie, a jak weźmiemy je do góry nogami, nie zmienia swojego położenia. Zapach dosyć długo utrzymuje się na skórze. Pachnie imbirowo-cynamonowo. Bardziej słodko, niż korzennie. Przypomina mi zapach cynamonowej gumy do żucia Wrigley's Big Red. 


Imbirowy ciastek przypomina mi również rozgrzewające masło do ciała Pat&Rub. Ciastek pachnie bardziej słodko i troszeczkę lepiej nawilża. Masło z Pat&Rub wygrywa pod względem naturalnego składu i pięknego, korzennego zapachu.

Masło do ciała o pojemności 200 ml kupiłam w sklepie The Body Shop za 35 zł. Jeżeli uda mi się załapać jeszcze na promocję, chciałabym kupić wersję malinową lub z orzechem brazylijskim. Pozostałe świąteczne zapachy żurawina i wanilia też pięknie pachną. 

Lubicie masełka z The Body Shop? Jakie są Wasze ulubione zapachy? 

piątek, 28 grudnia 2012

PAT&RUB, Rozgrzewające Masło do Ciała + Zimowa Herbata

Po ostatnim zakochaniu w rozgrzewającym olejku z Pat&Rub, przyszła pora na rozgrzewające masełko :) Jako miłośniczka maseł do ciała, po powąchaniu olejku, od razu zamówiłam jedną sztukę z tej serii. Zapach, tak jak w przypadku olejku, obłędny. Połączenie cynamonu, imbiru, goździków i szałwii jest ostatnio moim ulubionym.


Masło przypomina w konsystencji śmietanę i ma idealnie biały kolor. Rozprowadza się bardzo dobrze i dosyć szybko wchłania. Zapach utrzymuje się na skórze około godziny. Codziennie stosuję mój rytuał - rano masło, wieczorem olejek. Masełko nawilża skórę bardzo dobrze. Używam go ponad miesiąc i już mi się kończy. Nie wiem czy to kwestia wydajności, czy faktu, że smaruję się nim baaardzo obficie. Gdyby nie kosztowało 69 PLN, to bym się w nim wykąpała ;) Na szczęście jest go troszeczkę więcej niż w standardowych masełkach - 225 ml.


Cyba nie muszę dodawać, że masełko, tak jak reszta kosmetyków Pat&Rub jest wykonane 100% z naturalnych składników. Kosmetyk jest wykonany z mieszanki maseł - shea, kakaowego, oliwkowego i awokado. Za nawilżenie wygładzenie i ujędrnienie odpowiadają: woda cytrynowa, olej babasu i kokosowy witamina E oraz olejki cynamonowy, imbirowy i goździkowy. Masło nie zawiera składników pochodzących z ropy naftowej, siarczanów, glikolu, propylenowego i pegów oraz barwników, konserwantów i sztucznych zapachów.


Bardzo lubię serię rozgrzewającą z Pat&Rub, jest idealna na zimę. Marzy mi się jeszcze peeling i krem do rąk z tej serii, ale kremów do rąk trochę mam, a peeling z Soap&Glory nie chce się skończyć ;) Ostatnio Pat&Rub'owe masełko zainspirowało mnie do zrobienia zimowej herbaty z imbirem i goździkami. 


Przepis jest bardzo prosty. Robię zwykłą, czarną herbatę lub z odrobiną karmelu Winter Dream od Ronnefeldt. Dodaję imbir, goździki, pomarańcze i cytryny. Dla zdrowia i smaku dodaję łyżeczkę miodu. Czasem dorzucam też odrobinę mielonego kardamonu. Ostatnio się skończył i ciągle zapominam kupić, więc wersja bez też jest pyszna :)

Czy Was też kosmetyk zainspirował w kuchni? Mi zdarzyło się to pierwszy raz ;)

piątek, 14 grudnia 2012

ALVERDE, masło do ciała z Makadamią i masłem Karite

Jakiś czas temu, na początku października zrobiłam u mamy zamówienie z niemieckiego DM. Wśród zamówionych kosmetyków znalazło się masło do ciała firmy Alverde z makadamią i masłem Karite. W śródowisku blogerek marka Alverde słynie z dobrych produktów do włosów. Alverde jest odpowiednikiem rossmanowskiej Alterry. 


Może najpierw zacznę od plusów tego masełka... Podoba mi się jego opakowanie, ponieważ uwielbiam wszystko w słoiczkach itd. Podoba mi się jego konsystencja gęstej śmietany. Przyjemna, dobrze się rozprowadza. Podoba mi się jego idealnie biały kolor. To by było na tyle plusów.

  
Co mi się nie podoba w tym mazidle? Najbardziej nie podoba mi się to, że masło nie nawilża mojej skóry tak, jak bym chciała, czyli od rana do wieczora minimum. Po użyciu rano tego specyfiku, moja skóra wieczorem była lekko przesuszona. Nie zdarzyło mi się to nigdy wcześniej z innym masełkami np.: z The Body Shop lub Pat&Rub. Poza tym, masło Karrite jest daleko w składzie na 8 miejscu. Wcześniej są rożne alkohole i gliceryna. Dodatkowo nie podoba mi się jego zapach. Może jakbym nie miała suchej skóry masełko lepiej by się u mnie sprawdziło? Nie wiem, może... Masło jest przeznaczone do bardzo suchej skóry, więc uważam, że nie spełniło swojego zadania.

sobota, 8 grudnia 2012

PAT&RUB, Rozgrzewający olejek do ciała

Jakiś czas temu pod wpływem zachwytu marką PAT&RUB i ciekawości jak pachnie seria rozgrzewająca zamówiłam olejek do ciała. Nie mam zbyt dużego porównania, bo wcześniej używałam tylko jeden produkt tego typu z Alterry. Co więcej, kiedyś unikałam wszelkiego rodzaju olejków, wierząc, że wszystko się do nich klei, zapychają i nic więcej nie robią. Z olejku Alterrowego byłam zadowolona, czy jestem z tego? Sami zobaczcie ;)


Taaaak! jest świetny, jestem bardzo zadowolona. Pachnie oszałamiająco. Jest to korzenno-słodkawy zapach. Idealny na zimę. Po użyciu olejek nie brudzi ubrań, nie pozostawia tłustych plam i wchłania się dosyć szybko. Moja skóra lubi go pić :) Wcześniej myślałam, że olejki tylko natłuszczają nie nawilżają - a jednak! Pat&Rubowy olejek świetnie sobie radzi z wieczornym nawilżaniem mojej skóry. Dodatkowo po wchłonięciu skóra jest miękka i elastyczna.


W wygodnej, szkanej buteleczce z pompką zamknięta jest kompozycja różnego rodzaju olejów - z oliwek, babassu, jojoba, cynamonu, imbiru, goździka oraz szałwi. Same pyszności :) Wszystkie posiadają certyfikaty ekologiczne. Olejek raczej rozgrzewa zmysły niż skórę - nie zauważyłam efektu rozgrzewającego. Zapach i działanie olejku tak bardzo mi się spodobały, aż zamówiłam masło do ciała z tej samej serii. Wracając do olejku, kupię go ponownie.


Olejek kosztuje na stronie patandrub.pl 65 PLN. Kupiłam go na promocji, za ok. 55 PLN. Warto śledzić stronę, często pojawiają się promocje. Seria rozgrzewająca jest nie dostępna w Sephorze. Lubicie Pat&Rub? Znacie linię rozgrzewającą?  

czwartek, 6 grudnia 2012

LUSH, Sandy Santa - Mikołaj na mikołajki :)

Dzisiaj z okazji mikołajek napiszę o Piaskowy Mikołaju firmy Lush. Sandy Sanda to cukrowy peeling z kolekcji świątecznej. Pachnie przyjemnie, nawet nie wiem jak opisać i do czego porównać ten zapach. Jest to połączenie olejku różanego z sandałowym i pomarańczowego. Peeling ma formę mikołaja w czerwonej czapce. Jest twardy, ale kruszy się.



Mikołaj jest mocnym i ostrym peelingiem. Świetnie poradzi sobie z piętami i łokciami. Na resztę ciała używam go nie częściej niż raz na tydzień, bo jest naprawdę bardzo ostry. Dzięki zawartości olejków, które rozpuszczają się pod wpływem wody, skóra pozostaje po kąpieli nawilżona. Jedyny problem z cukrowym Mikusiem, to sposób aplikacji. Ciężko ułamać od niego kawałek, bo jest bardzo twardy. Próbowałam peelingować się nim bezpośrednio, ale wtedy zaczyna się rozpuszczać. Rozpuszczone olejki nie zasychają spowrotem i mój Mikołaj ma żółte, rozmemłane plecki...


Najlepszym sposobem użycia byłoby pokruszenie go i przechowywanie w pojemniku. W tym celu kupiłam specjalną lushową puszeczkę. Jednak szkoda mi było kruszyć Mikołaja, więc używam jej do przechowywania go. W celu użycia odkrajam kawałek Mikołaja nożem :)

Sandy Santa kosztował mnie, w przeliczeniu z dolara, ok. 21 PLN. Cieszę się, że miałam okazję go przetestować, ale nie kupię go ponownie. Jest niewygodny w aplikacji i dla mnie trochę za ostry.  

czwartek, 15 listopada 2012

ALTERRA, moja skromna kolekcja

Alterra jest marką należącą do Rossmana. Z produktami marki zapoznałam się niedawno, pod koniec września. Kosmetyki Alterry, są z nurtu kosmetyków naturalnych. Ich głównymi zaletami są składy i cena. Moja kolekcja jest na razie skromna, może za jakiś czas się powiekszy ;) W skład mojej kolekcji wchodzi:

Haarkur, Granatapfel & Aloe Vera - maseczka do włosów suchych i zniszczonych
Korperpeeling, Cranberry & Feige - peeling do ciała
Massageol, Mandel & Papaya - kojący i relaksujący olejek do ciała


Alterra, maseczka do włosów z granatem i aloesem

Bardzo zaskoczyła mnie jakość tego kosmetyku. Choć jest to maseczka, używam jej codziennie, jako odżywki. Trzymam ją na włosach krótko, tak jak odżywkę. Nie obciąża włosów, nawilża je i sprawia, że świetnie się rozczesują. Pachnie przyjemnie, ale nie powalająco. Nie zawiera konserwantów, silikonów, syntetycznych barwników i substancji pochodzenia zwierzęcego. Używam jej prawie codziennie od dwóch miesięcy i zaczyna się kończyć. Niepokoi mnie fakt, że w najbliższym Rossmanie nie ma jej od dwóch tygodni! Mam nadzieję, że to tymczasowe problemy z dostawą. Lubię drogie kosmetyki, ale aż szkoda wydawać kasę, gdy tak dobry produkt, kosztuje tak niewiele. Za 150 ml opakowanie zapłacimy ok. 10 PLN.



Alterra, olejek do ciała z migdałami i papają

Kolejny produkt Alterry, który pozytywnie mnie zaskoczył i nie ma go na półkach w Rossmanie od miesiąca. Podobno firma zmienia opakowanie i niedługo wszystkie olejki powrócą do stałej sprzedaży. Po zmianie opakowania i dodaniu pompki nie będę miała się do czego przyczepić, bo jego jedynym minusem jest niewygodna aplikacja, prosto ze szklanej butelki. Jeszcze nie udało mi się go wylać, ale pierwsze co pomyślałam, że to zrobię. Jest to mój pierwszy olejek do ciała, bardzo spodobała mi się ta formuła. Używam go po wieczornej kąpieli, rano nakładam balsam. Olejek nie brudzi i nie pozostawia tłustych plam. Delikatnie nawilża i natłuszcza skórę. Zestaw olejków, między innymi migdałowy, sezamowy i jojoba odżywiają skórę. Pachnie przyjemnie, owocowo, ale nie jest to "szałowy" zapach. Używam go często od dwóch miesięcy, pozostało go ok. 1/4. Smaruję nim całe ciało. 100 ml buteleczka kosztuje ok. 15 PLN. 


Alterra, peeling do ciała z żurawiną i figą

Alterrowy peeling nie zachwycił mnie tak jak maseczka i olejek. Jest to żel pod prysznic peelingujący, a nie treściwy peeling. W czerwonym kisielku są zatopione pestki żurawiny i troszkę drobinek ścierajacych. Nie zawiera syntetycznych barwników i substancji zapachowych, konserwantów, silikonów, parafiny i innych związków olejów mineralnych. Nasiona żurawiny pochodzą z kontrolowanych biologicznie upraw. Na drugim miejscu w składzie znajduje się alkohol, który niestety można wyczuć. Peeling pachnie słodko, owocowo, z resztą podobnie do pozostałych produktów. Nie pamiętam ile kosztował, na pewno nie więcej niż 7 - 10 PLN. Opakowanie ma pojemność 200 ml. Raczej zakupu nie powtórzę, bo nie jestem fanką żeli peelingujących.


Marka Alterra wypada całkiem nieźle. Ich kosmetyki są naturalne i skuteczne. Mam wrażenie, że wszystkie podobnie pachną. Nie zrujnują portfela, bo są niedrogie. Większość produktów kosztuje w granicach 10 PLN. Za tą cenę warto je przetestować. Kosmetyki są dostępne w Rossmanie.

To mój początek przygody z Alterrą. Które kosmetyki Alterry polecacie?

niedziela, 21 października 2012

Lush & Alverde, zamówienie z Niemiec

Dzięki mojej mamie i jej wizycie w Berlinie, właśnie zostałam posiadaczką kosmetyków, które od dawna chciałam wypróbować. Pokusiłam się o małe zamówienie, aby mama nie miała za dużego nadbagażu ;)


W Lush'u byłam nie raz i nie wiedzieć dlaczego nigdy tam nic nie kupiłam! Teraz, kiedy wiedziałam co chcę, oczywiście nie miałam okazji do wyjazdu. Produkty z Lush'a w większości zawierają dużo naturalnych składników. Na dobry początek kupiłam:

Buche de Noel - świąteczny czyścik do twarzy
Karma Komba - szampon w kostce
Opakowanie na szampon


 Po przeczytaniu "achów i ochów" na temat naturalnej marki Alverde z drogerii DM, zamówiłam kilka produktów. Najbardziej jestem ciekawa ich produktów do włosów. Kosmetyki Alverde są chwalone za naturalne składniki i brak silikonów, slsów itp. Do tego, większość z nich nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego, co gwarantuje znaczek Vegan.


Szampon z amarantusem, głęboko odbudowujący
Odżywka z tej samej serii
Maseczka z awokado, do włosów zniszczonych


Masło do ciała z orzechów macadamii i masła karite
Kremowy olejek do mycia ciała z amarantusem


Oczywiście w zamówieniu znalazło się też coś do ciała. Najbardziej do smarowania lubię masełka do ciała, jestem ciekawa konsystencji tych z Alverde.

W zamówieniu znalazły sie też dwa limitowane żele do mycia ciała z Balea, również marki DM. Pachną makaronikami równie smakowicie, jak wyglądają ;) Jeden ma zapach migdałów i wiśni, a drugi fig i czekolady.

Jestem bardzo ciekawa jak kosmetyki sprawdzą się u mnie. Obiecuję opisać wszystkie po wypróbowaniu ;)

poniedziałek, 8 października 2012

PAT&RUB, Rewitalizujący Balsam do Rąk & Relaksujący Balsam do Rąk

Z okazji ostatnich dni VIP w Sephorze ponownie nabyłam balsam do rąk PAT&RUB o zapachu trawy cytrynowej i kokosa. Obecnie kończę używać wersję balsamu z żurawiną i cytryną. Chciałabym jeszcze przetestować balsam rozgrzewający z imbirem, cynamonem i pomarańczą. Zima będzie idealną porą na testowanie tej wersji zapachowej.



PAT&RUB, Balsam do rąk rewitalizujący z żurawiną i cytryną

Tego balsamu używam od ponad miesiąca. Zużyłam 2/3 tuby o pojemności 100 ml. Nakładam go kilka razy dziennie, noszę go ze sobą w torebce (!). Tak, jest ciężkie, ale przynajmniej mam pewność, że nie przedziurawi się i nie rozleje po torebce, jak może się to wydarzyć przy "metalowym" opakowaniu. Opakowanie z pompką jest wygodne i wydajne. Idealne na biurko do pracy ;)


Marka PAT&RUB jest znana z dobrych składów kosmetyków. Balsam nie zawiera sztucznych konserwantów, barwników i zapachów, a także składników pochodzących z ropy naftowej, silikonów, glikolu propylenowego i pegów. Większość surowców w składzie, jak ekstrakt z żurawiny, olej jojoba, masło z oliwek, woda cytrynowa, witamina E oraz roślinne substancje nawilżające i natłuszczające posiadają certyfikaty ekologiczne.


Balsam nawilża, ale pozostawia lekki, tłusty film na dłoniach. Trzeba uważać, czego się dotyka po zastosowaniu. Dodatkowo, lekko wygładza, uelastycznia i odżywia skórę. Bardzo podoba mi się jego zapach. Co prawda, w pierwszej sekundzie, pachnie jak "Ludwik", ale po chwili przez cytrynę przebija się aromat żurawiny. Podobnie pachną misie-żelki Haribo. Zapach utrzymuje się na skórze przez dłuższy czas, niż przy większości kremów do rąk. 


PAT&RUB, Balsam do rąk relaksujący z trawą cytrynową i kokosem

Świeżo kupiony balsam z trawą cytrynową i kokosem czeka na denko żurawinki, ale mogę co nieco o nim napisać, gdyż w zeszłym roku miałam przyjemność zużyć jedno opakowanie. Mój ponowny zakup jest najlepszą recenzją ;)


W działaniu jest on praktycznie identyczny jak jego żurawinowy kuzyn, jednak bardziej lubię jego oryginalny zapach. Połączenie trawy cytrynowej i kokosa, to dla mnie strzał w dziesiątkę. Testowałam go w porze zimowej i mogę mu przyznać, że łagodzi i nawilża spierzchnięte i wysuszone mrozem dłonie. Składy balsamów nie różnią się od siebie w znaczącym stopniu. Do połowy mają taki sam skład. Jednak w zielonej wersji nie znajdziemy przeciwstarzeniowej żurawiny, ale za to jest, dobre na wszystko, masło z awokado. 


Zainteresowanym polecam balsamy ze względu na, odpowiednio w kolejności, skład, zapach i działanie. Bolesna prawda jest taka, że znam lepsze mazidła do rąk jak: Mani Pedi od Estee Lauder i Loccitane z Masłem Shea. Niestety, są one dwa razy droższe. 

Tuba balsamu do rąk PAT&RUB o pojemności 100 ml kosztuje w Sephorze 45 zł, na stronie producenta 39 zł. Polecam zakup w Sephorze podczas dni VIP -20%. 

UPDATE 05.11.12: W zeszłym tygodniu rozpoczęłam używanie balsamu z trawą cytrynową i kokosem i jest to mój faworyt. Ma delikatniejszy zapach, niż wersja żurawinowa. Trawa cytrynowa i kokos bardziej wygładzają dłonie, a żurawina lepiej  je natłuszcza.